Sponsor Miasto Kielce

| Wywiad

Rozmawiał Marcin Długosz

Od początku jesteśmy z przodu

Radek Dejmek latem nie mógł pracować na pełnych obrotach pod wodzą trenera Gino Lettieriego, ponieważ musiał uporać się z kontuzją. Teraz cieszy się już samym faktem brania udziału w mocnych przygotowaniach do nowej rundy. - Ja już czuję po sobie, że jest lepiej. Mam siłę, mogę biegać. To wielki plus – podkreśla kapitan Korony, który w żółto-czerwonych barwach występuje prawie od pięciu lat. 

Wróciliście z Turcji, jesteście po solidnych przygotowaniach. Ty się chyba cieszysz podwójnie, bo mogłeś wreszcie przejść przez ten okres z drużyną.

 

- W końcu wykonałem wszystko bez bólu czy urazów i czuję się dobrze. Brakowało mi, aby popracować właśnie w tym okresie. 

 

Kibice nie mogli was oglądać, bo byliście daleko, ale możesz ich uspokoić takim głosem ze środka szatni, że będziecie gotowi na start ligi?

 

- Wydaje mi się, że tak. Cały zespół trenował, nie narzekał, nie marudził. To, co mieliśmy zrobić, zrobiliśmy. Oczywiście w springach było też zmęczenie, bo pracowaliśmy mocno nawet w dzień meczu. Tak czy inaczej każdy dał z siebie wszystko i wyglądało to nieźle.

 

W meczach pokazaliście charakter, bo w jednym co prawda nie było goli, ale nie zabrakło czerwonych kartek…

 

- To było straszne zamieszanie. Nie wiedziałem, co się stało. Sędzia pokazał mi czerwoną kartkę, a ja przez pięć minut za nim biegałem i pytałem dlaczego (śmiech). A on nieubłagany: zejdź z boiska. Potem przyszedł jego asystent i powiedział, że to nie ten zawodnik miał dostać czerwoną. Główny mówił, że ja kogoś kopnąłem, a mnie nawet tam nie było (śmiech).

 

Obozowe sędziowanie lepsze na Cyprze czy w Turcji?

 

- Hmmm… W sumie tak podobnie, jest trochę problem. Przed tym meczem rozmawiałem z sędzią i mówił, że jest z Azerbejdżanu, mieli jakiś obóz. Teraz na Cyprze trenowali sędziowie z Czech, więc tacy są w porządku, ale na przykład z Amkarem mieliśmy gościa, który w ogóle nie rozmawiał po angielsku. Coś się pytasz i nic.

 

Powiedziałeś, że za wami fajny okres przygotowawczy i chciałem zapytać o kwestię trenera. Wiadomo, jak to wyglądało latem, chociaż akurat ty byłeś kontuzjowany – drużyna dopiero się docierała z Gino Lettierim. Po udanej rundzie jesiennej chyba jednak w każde jego polecenie wierzyliście podwójnie?

 

- Wszystko sprawdziło się na boisku, byliśmy dobrze przygotowani fizycznie. Dlatego, tak jak już powiedział, nikt nie marudził, nie narzekał i po prostu wykonał to, co zaplanowano. Nawet przed rozpoczęciem okresu przygotowawczego każdy zrealizował plan nakreślony do domu. Nikt nie chciał sobie pozwolić, żeby potem go coś ominęło. Wtedy byłby problem.

 

Trener Lettieri jesienią powiedział, że sporo kontuzji wynikało z tego, że ktoś nie przepracował przygotowań od A do Z. Zgadzasz się, że wszystkie treningi w nogach doprowadzą do optymalnej dyspozycji?

 

- Ja już czuję po sobie, że jest lepiej. Kiedy miałem kontuzje i trzy miesiące nie mogłem pracować na pełnych obrotach na boisku, to biegałem, ale to nie to samo. Później, po powrocie, jedna część ciała może być obciążona bardziej, bo podświadomie oszczędza się operowane miejsce. A teraz mogę zapewnić, że czuję się bardzo dobrze, właśnie z tego względu, że wszystko przepracowałem. Mam siłę, mogę biegać. To wielki plus.



Przeżyłeś w Koronie już wielu trenerów polskich i hiszpańskiego „Pachetę”. Jakbyś porównał ich style do tego Gino Lettieriego – niemieckiego czy włoskiego.

 

- Każdy z nich miał inną wizję i inne podejście. Ciężko to porównywać. Mogę powiedzieć, że po obecnym trenerze widać odmienny plan, bo nie pamiętam tak trudnych przygotowań, odkąd tutaj jestem.

 

Całkowicie inne było chyba podejście do kwestii przygotowania fizycznego u Jose Rojo Martina.

 

- Zgadza się. Ale on sam powiedział kiedyś w wywiadzie, że on się na tym po prostu nie zna. Ma od tego ludzi w Hiszpanii, a on przygotowuje zespół pod względem piłkarskim. Sam przyznał, że nie ma takiej wiedzy.

 

Mateusz Możdżeń mówił, że lubi dostać wycisk podczas przygotowań, bo potem czuje się lepiej. Masz podobne podejście?

 

- Mi to też pomaga. Później człowiek wie, że sporo popracował i może skądś zebrać te siły, kiedy wydaje się, że już ich nie ma.

 

Jesienią Gino Lettieri potrafił zaskoczyć taktycznie, na przykład przejściem na trójkę obrońców. W Turcji były jakieś nowinki w tym względzie?

 

- Nie brakowało taktyki, bardziej takich detali. Pracowaliśmy nad tym, czego brakowało nam w rozegranych meczach. To było widać nawet w sparingach. Trener cieszył się, że staramy przenosić się to wszystko na boisko i wierzę, że zrobimy jeszcze większe postępy.

 

Dla ciebie nie ma problemu czy gracie dwójką w środku obrony, czy trójką? Z tym drugim ustawieniem spotkałeś się chyba pierwszy raz.

 

- To prawda, ale nie mam z tym kłopotów. Pamiętamy pierwszy mecz rozegrany w taki sposób, wyjazdowy z Górnikiem Zabrze. Przed przerwą było ciężko… (śmiech). Ale to wynikało też z niepotrzebnych błędów. W drugiej połowie załapaliśmy wszystko i pokazaliśmy się z lepszej strony. Potem wystąpiliśmy tak z Zagłębiem w Pucharze Polskie i też wyglądało to dobrze. Przyzwyczailiśmy się, bo wiadomo, że nie wszystko wygląda idealnie od początku. Dogadaliśmy się z chłopakami w obronie, co kto ma robić.

 

Ekscytuje cię rywalizacja? Oprócz ciebie na środku obrony grają Djibril Diaw, Adnan Kovacević i Piotr Malarczyk, a więc uznani zawodnicy.

 

- Ta konkurencja pracuje na plus dla zespołu. Wszyscy w każdym treningu musimy pokazać swoje sto procent. Lepiej mieć czterech równorzędnych piłkarzy niż dwóch dobrych i dwóch nieprzygotowanych.

 

Zawsze się mówi, że bramkarze mają ciężko, bo się nie zmieniają. Poniekąd jednak dotyczy to też obrony.

 

- Podobna sytuacja. Tak jak jednak mówię: nie zabraknie rywalizacji i to zadziała na plus dla zespołu.



Jesteś w Koronie już prawie pięć lat. Zgodzisz się, że przez ten okres tak dobrze jeszcze nie było?

 

- Pod względem wyników na pewno. Nigdy nam się nie udawały początki sezonów i potem musieliśmy gonić, a udało się tylko raz i to z takim farcikiem (śmiech). Grunt jednak, że wyszło, bo też wyszliśmy z bardzo złej sytuacji. A teraz od początku jesteśmy z przodu, dlatego ten sezon wygląda najlepiej.

 

Wiele osób mówi, że wasze sukcesy bardziej niż na walce czy determinacji, opierają się po prostu na umiejętnościach piłkarskich.

 

- Dobrze, że kryzys, który prędzej czy później złapie każdy zespół, napotkaliśmy dopiero w końcówce rundy. Wtedy nas każdy chwalił. Musimy więc stać mocno nogami na ziemi i oby ponownie wyglądało to tak jak na początku czy w środku pierwszej rundy.

 

W sobotnim sparingu z Podbeskidziem możemy się już spodziewać bardziej „ligowej” wersji Korony?

 

- Tak to powinno wyglądać. Trochę odpoczęliśmy po tym trudnym okresie i teraz mamy już po jednym treningu dziennie. Myślę więc, że będzie to wyglądało już dużo lepiej w porównaniu ze sparingami rozegranymi wcześniej.

 

Ostrzycie sobie zęby na tę wiosnę? Nie zawsze przystępuje się do niej ze świadomością obecności w półfinale Pucharu Polski.

 

- Każdy z nas marzy, żeby ten półfinał nie był ostatnim przystankiem Korony w pucharze. Wszyscy chcemy zakończyć tę drogę w Warszawie, a w lidze finiszować oczywiście w pierwszej ósemce. Powinniśmy się do niej załapać i zrobimy w tym celu wszystko.

 

Dla ciebie, jako kapitana, to byłoby chyba takie ukoronowanie wyprowadzić drużynę na mecz na Stadionie Narodowym?

 

- To marzenie! Każdy, kto zaczął grać w piłkę, chciał zdobywać trofea. To byłoby coś niesamowitego, gdyby się udało.

 

Twój kontrakt wygasa za niecałe pół roku. Ekscytuje cię perspektywa, że jego przedłużenie możesz wywalczyć na murawie?

 

- Nie jestem w tej sytuacji pierwszy raz odkąd gram w Koronie. Zobaczymy, co będzie tym razem. Zdarzyła się sytuacja, że byłem nawet spakowany i miałem odejść, a jednak wszystko się obróciło. To piłka nożna. Ja zrobię wszystko, żeby zapracować na nową umowę.

 

Prawie pięć lat w Kielcach – zapuściłeś tu korzenie.

 

- Zawsze mi się tu podobało i podkreślam, że postaram się dalej występować w Koronie.

 

W piątek obchodzisz 30. urodziny. Chyba takie magiczne, bo zmienia się cyferka z przodu. To czego można ci życzyć?

 

- Niestety, faktycznie zmienia się cyferka (śmiech). Czego można życzyć… Na pewno zdrowia. I nowego kontraktu! (śmiech)

 

Rozmawiał Marcin Długosz

Strefa sponsora

Sponsorzy główni
Sponsorzy
Patroni medialni
Zamknij
Zamknij
Zamknij

Szanowni Państwo, Nasza strona używa plików cookies w celu ułatwienia Państwu korzystania z naszego serwisu i w celach statystycznych. Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Aby dowiedzieć się o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce zapoznaj się z polityką cookies Akceptacja