Sponsor Miasto Kielce

| Wywiad

Wszyscy jesteśmy jedną drużyną

– Miniony sezon oceniam pozytywne. Trener poukładał drużynę. Od samego początku trzymał szatnię w ryzach i panowała w niej duża dyscyplina. Na starcie nie było to mile widziane, ale kolejne miesiące pokazały, że obie strony znalazły wspólny język i potrafiły ze sobą współpracować. Nasza gra była dla mnie budująca – mówi Krzysztof Zając, prezes Korony Kielce.

Pierwszy cały sezon w Lotto Ekstraklasie za panem. Jakie wnioski nasuwają się po tym okresie?

 

Krzysztof Zając: – Z mojej perspektywy był to bardzo pozytywny sezon. Co prawda na początku musieliśmy się zmierzyć z negatywnymi opiniami ze strony kibiców na temat zmian w klubie. Takie nastroje panowały też u zawodników, w mediach, a nawet u pracowników klubu. Nikomu nie mam tego absolutnie za złe. Nikt nie był pewny, jak będzie wyglądała najbliższa przyszłość.

 

– Podjęliśmy kilka decyzji, które na początku wydawały się kontrowersyjne, a nawet negatywne. Myślę tutaj o zmianie szkoleniowca. Uważam jednak, że Gino Lettieri to bardzo dobry ruch. Świetnie poukładał drużynę. Od samego początku trzymał szatnię w ryzach i panowała w niej duża dyscyplina. Na starcie nie było to mile widziane, ale kolejne miesiące pokazały, że obie strony znalazły wspólny język i potrafiły ze sobą współpracować. Przyznam szczerze, że niektóre aspekty nas zaskoczyły i przyszły bardzo szybko. Nie mówię tutaj o pozycji końcowej, ale o jakości gry. Stała ona na wysokim poziomie, a eksperci wyróżniali Koronę za jej postawę na boisku. Oczywiście, zdarzały się wpadki, ale koniec końców nasza gra była dla mnie budująca.

 

Jeżeli jesteśmy przy trenerze, warto wyjaśnić kwestię zarzutów kierowanych w jego stronę. Niektórzy twierdzą, że potrafi tylko wygrywać, a porażkami obwinia wyłącznie swoich podopiecznych.

 

– Powiem ze swojego doświadczenia, że stosunki między drużyną a trenerem nie są łatwe. To zawsze mieszanka wybuchowa. Zależne jest to przede wszystkim od wyników. Gdy są dobre, rodzi się chemia między szkoleniowcem i podopiecznymi. Problemy powstają w momentach małych zawahań, a tych mieliśmy w tym sezonie kilka. Wiem co kibice mają na myśli. Po przegranym półfinale Pucharu Polski trener powiedział na konferencji kilka mocnych słów, których potem żałował. To człowiek, który odpowiada za drużynę, stale podejmuje trudne decyzje. Był zawiedziony tamtą porażką, a także końcówką ligowych zmagań. Nie można brać mu tego za złe, że użył pewnych słów. Oczywiście jednak w kolejnych miesiącach musi ważyć je zdecydowanie bardziej. Przekaz klubu jest jasny – wygrywamy wszyscy i przegrywamy wszyscy. Drużyna, trener, pracownicy i zarząd idą w jednym kierunku. Nie ma innej drogi. Jesteśmy jedną drużyną.

 

 

Trener Lettieri pozostanie w Kielcach na dłużej. Niedawno podpisał nowy dwuletni kontrakt. Jakie cele zostały przed nim postawiony na kolejne sezony?

 

– Gdy trener Lettieri rozpoczynał u nas pracę, już wówczas chcieliśmy go zakontraktować na okres dłuższy niż rok. Wtedy potrzebowaliśmy jednak czasu, aby w pełni sobie zaufać. To był poker z dwóch stron, ale nasza wizja obejmowała dwuletni kontrakt z opcją przedłużenia. Od początku naszego działania w Koronie zakładaliśmy, że chcemy pracować ze szkoleniowcem, któremu damy możliwość długofalowej budowy drużyny. Nie chcę głośno mówić o celach na najbliższy sezon, ale zależy nam na tym, aby Korona grała co najmniej tak dobrze jak jesienią 2017 roku i obyśmy powalczyli o trochę więcej niż ósemkę. Puchar jest dla nas równie ważny co Ekstraklasa. Będziemy próbowali w najbliższych dwóch latach osiągnąć jak najwięcej w tych rozgrywkach. Wierzmy, że co się odwlecze, to nie uciecze.

 

Kibice docenili grę Korony i liczniej niż w poprzednich latach odwiedzali Kolporter Arenę. Frekwencyjnie osiągnęliśmy najlepszy wynik od sześciu lat.

 

– Frekwencja oscyluje w granicy ośmiu tysięcy. Pierwsze mecze tego roku były rozgrywane w arktycznych warunkach. Dodatkowo, gdybyśmy lepiej grali w końcówce ligi, kibiców byłoby tylu, na ilu zasłużyła ta drużyna. Nie zmienia to faktu, że w niedalekiej przyszłości musimy zintensyfikować nasze działania w kierunku większej liczby widzów na stadionie. Im lepiej gra Korona, tym więcej będzie fanów na trybunach. Wynik sportowy bezsprzecznie jest od tego zależny. Ponadto jeśli wykreujemy w Kielcach „małe gwiazdy”, to dla nich kibice przychodziliby na stadion. Pamiętajmy, że nasz budżet nie należy do polskiej czołówki, ale marzymy o tym, aby w Kielcach grał jeden, może dwóch piłkarzy, którzy dają duży skok jakości. Podniosą poziom ligi.

 

Czy takim piłkarzem może być nowy bramkarz, Paweł Sokół?

 

– To zawodnik, który ma 18 lat i nie chcę w jego kierunku narzucać wielkich oczekiwań. Widzieliśmy jego występy i wierzę, że może być zawodnikiem, który da w Kielcach dużą jakość, a zarazem wiele radości kibicom Korony.

 

 

W kwestii pożegnań najwięcej mówiło się w ostatnim czasie o Jacku Kiełbie? Jak pan traktuje to „zamieszanie”?

 

– Moim zdaniem to mocno nieprofesjonalne szczególnie ze strony zawodnika, bo nie jest prawdą, że Jacka nie chcieliśmy zatrzymać. Gdyby tak było, nie dostałby przecież ofert, o których sam mówił. Jakie one były? Bardzo dobre i konkretne. Na początku rozmawialiśmy o dłuższej umowie niż jeden sezon, ale propozycja nie została zaakceptowana przez zawodnika. Druga rzeczywiście opiewała na jeden sezon, ale była lepsza finansowo od tej aktualnej, z tego sezonu. Czy to źle? Czy to oznacza, że nie chcieliśmy Jacka w drużynie? Oczywiście, że nie! Jeśli Jacek twierdzi inaczej to zwyczajnie mija się z prawdą. Może powinien powiedzieć, że oferta go nie satysfakcjonuje, bo oczekiwał jeszcze większej podwyżki wynagrodzenia niż ta, którą my zaproponowaliśmy. Szkoda, że tak nie zrobił, bo samo stwierdzenie, że chciał zostać w Koronie, ale zarząd nic nie zrobił jest po prostu nieprawdą. Niedobrze też jeśli w kwestie kontraktowe włączają się osoby postronne, czyli dziennikarze i kibice. Kontrakt to umowa pomiędzy zawodnikiem a klubem. Te dwie strony mają prawo o nim dyskutować i go negocjować. Rozmowy kończą się różnie, ale w żadnych nie ma winy, bądź zasługi tylko jednego z przedstawicieli. Obie strony muszą chcieć. W tym wypadku chciał klub i uważam, że na warunkach bardzo dobrych, jak na obecną formę zawodnika. Zawodnik jednak nie przyjął oferty. Temat uważam za zakończony i życzę Jackowi powodzenia w dalszej karierze.

 

Wróćmy więc do kwestii wzmocnień. Korona pozyskała 20-letniego napastnika, Vato Arveladze. Czy transfery będą skierowane właśnie w kierunku młodych zawodników?

 

– Chcemy utrzymać trzon drużyny, dający w minionych rozgrywkach dużą satysfakcję sportową. Idziemy też w tym kierunku, aby do zespołu dołączali młodzi, bardzo uzdolnieni zawodnicy, którzy już nabrali ogłady w seniorskiej piłce. Nowi gracze podniosą jakość. Piłkarze pokroju Arveladze w tej chwili są już na tyle dobrzy, że od pierwszego meczu powinni nam dać to, czego od nich oczekujemy.

 

Kadra oparta w większości na młodych zawodnikach to duże ryzyko.

 

– Trudno jest zbudować odpowiednią mieszankę rutyny i młodości. Nie można grać samymi 30-latkami, ani też wyłącznie 18-latkami. Trzeba znaleźć balans. Musimy pamiętać o zdrowiu i regeneracji młodych zawodników. Jeśli sportowa forma jest wysoka, to ważne są ich występy, ale też stopniowy wzrost obciążeń meczowych. Nie możemy na nich od razu zrzucić odpowiedzialności za całą grę drużyny i wystawić w 37 meczach. Fizycznie nie są na to gotowi. Regularna gra młodych piłkarzy jest dla klubu ważna. Przed rokiem pewne kwestie zmusiły nas do zachwiania balansu. Teraz chcemy jednak odpowiednio wyważyć wiek drużyny.

 

 

W polskiej lidze zdano sobie sprawę, że zbyt długo trzymano młodych zawodników pod kloszem. Dziś na szczęście już ucieka się od stwierdzeń, że 22- czy 23-latkowie to „młodzi, perspektywiczni piłkarze”. Z drugiej strony uważa pan, że 18-latek jest w stanie regularnie grać na poziomie Ekstraklasy?

 

– To zależy od zawodnika i przede wszystkim psychiki. Zjawisko nastolatków wkraczających w seniorską piłkę widoczne jest przecież na zachodzie. Młodym nie brakuje talentu, ale nie każdy jest gotowy udźwignąć ciężar gry. Na pewno do tego dochodzi odpowiedni trening. Uważam, że mamy trenera, który świetnie potrafi przygotować mentalnie oraz fizycznie młodych zawodników. Jestem optymistą i wierzę, że ci piłkarze poradzą sobie w pierwszej drużynie.

 

Polacy i obcokrajowcy – tutaj także należy doszukiwać się odpowiedniego balansu?

 

– Pewnie, że chcielibyśmy, aby zawodników z polskim paszportem było więcej, a to że ich nie ma, zależy od bardzo wielu rzeczy. Przede wszystkim od finansów. Często jest tak, że wyróżniający się gracze z niższych lig nie mają propozycji wyłącznie z Korony Kielce, a nam ciężko jest rywalizować z silniejszymi finansowo zespołami. Bywa, że zwyczajnie nie stać nas na takich piłkarzy. Pracujemy nad tym, aby to uległo zmianie, ale to nie jest szybki proces.

 

Idealnym rozwiązaniem byłoby mieć w 24-osobowej kadrze około 20 Polaków, którzy dawaliby odpowiednią jakość i osiągaliby świetne rezultaty. To udało się Górnikowi Zabrze, ale mówimy o zjawisku niezwykle rzadkim i szczęśliwym. Tam pozbyto się starszych zawodników i postawiono na młodzież. Zaskoczyło. Nie w każdym klubie takie ryzyko przynosi oczekiwany efekt.

 

Spójrzmy na to z drugiej strony. Niedawno oglądałem półfinał Ligi Mistrzów, gdzie Liverpool podejmował Romę. W składzie gospodarzy wybiegło czterech Anglików, u gości zaledwie dwóch Włochów. Nikt się na to nie skarżył. Ani tego nie chwalił, ani nie ganił, bo taka jest po prostu kolej rzeczy w futbolu. Lepszy gra, a słabszy siada na ławce. Tak trzeba na to patrzeć. Wydaje mi się, że żaden trener na świecie nie kieruje się przy wystawianiu składu kolorem skóry i krajem pochodzenia. Wszystko weryfikują umiejętności. Proporcja jest ważna, ale jeśli bez niej jakakolwiek drużyna osiąga sukces, to nie można mówić o problemie.

 

 

W minionych rozgrywkach średnio pięciu Polaków wybiegało na boisko w pierwszym składzie.

 

– W dodatku grają nasi wychowankowie, albo zawodnicy, którzy są w Kielcach od najmłodszych lat. Jest Piotrek Malarczyk, Jakub Żubrowski i Marcin Cebula, a być może teraz do tego grona dołączy Paweł Sokół. Myślę, że to bardzo pozytywny wynik na warunki Ekstraklasy. W szerokiej kadrze trenować będą również Wiktor Długosz, Piotr Pierzchała i Michał Dziubek. Czy znajdą się w kadrze meczowej? Na to muszą zapracować. Jeśli zaliczą piłkarski progres, to nie ma żadnego problemu, aby grali nawet w pierwszej jedenastce. To zależy wyłącznie od nich oraz trenera.

 

Dla trzech wspomnianych zawodników występujących na co dzień w Centralnej Lidze Juniorów, mecz z Zagłębiem był debiutem w Lotto Ekstraklasie. Grupy juniorskie w tym sezonie spisują się bardzo obiecująco.

 

– Jesteśmy niezwykle zadowoleni z poczynań naszych juniorów. Kierunek, który obraliśmy zdrowo funkcjonuje. Mamy bardzo ciekawych, utalentowanych zawodników. Kuba Górski, Radek Swewryś, czy Iwo Kaczmarski regularnie grają w młodzieżowych reprezentacjach Polski. Juniorzy starsi Korony walczą o podium w tegorocznych rozgrywkach i można powiedzieć, że zapewnili sobie już awans, bo za rok nastąpi reorganizacja ligi. Juniorzy młodsi dalej walczą o pierwsze miejsce w swojej grupie. To nas buduje. W tamtym roku dofinansowaliśmy grupy juniorów i to przynosi efekty. Jest tam kilku super zawodników, których ciągle obserwujemy i za chwilę też będą brali udział w treningach z pierwszym zespołem. Przykład Długosza, Dziubka i Pierzchały jest tutaj bardzo dobry. Mieli bardzo ciężkie zadanie, bo to nie był nasz najlepszy mecz, ale pokazali na co ich stać. Żaden z nich nie zawiódł naszych oczekiwań.

 

 

Trener Lettieri często puka do drzwi pana gabinetu z listą pozycji, które wymagają natychmiastowego wzmocnienia?

 

– Drużyna będzie znacznie zmieniona. W tej chwili trwają pertraktacje z zawodnikami na różnych pozycjach. Powiem wprost – ostatnie mecze sezonu odsłoniły nasze słabości. Dobrze, że to nastąpiło w tym momencie. Podjęliśmy decyzje. Na pozycje, które nie są najlepiej obsadzone przyjdą nowi zawodnicy.

 

Sezon dopiero się skończył, zawodnicy wyjechali na urlopy. To czas w którym można odetchnąć i odpocząć od ligowego stresu?

 

– Odpoczywamy od ligi, ale nie ma czasu na urlopy zarządu i pracowników. Wzmacniamy trzon sportowy i to pierwszy ważny element. Drugim są działania marketingowe. W Koronie pojawili się nowi młodzi ludzie, którzy rozwijają i wdrażają w życie klubu ciekawe projekty. Przyszły sezon przyniesie kilka znaczących zmian. Doceniamy naszych partnerów, sponsorów, ale również lokalne środowisko biznesowe. Nasze działania są i będą skierowane w ich stronę.

 

Chcemy również, aby na Kolporter Arenie pojawiał się każdy kibic. Od najmłodszych po najstarszych. Ten proces widoczny jest już teraz, ale skupiliśmy się także na tym, aby fani niepełnosprawni mieli jak najlepszy dostęp na mecze Korony. Spotkanie z Wisłą Kraków to początek, ale na pewno jeszcze nie koniec naszego planu rozwoju tej kwestii. Nasz stadion musi być miejscem jeszcze bardziej przyjaznym dla kibiców. Doceniamy naszych fanów i pamiętamy o historii. Przed nami 45-lecie klubu. Będziemy wyróżniać tych, którzy kupują karnety i są z nami od lat na każdym meczu.

Strefa sponsora

Partner strategiczny
Sponsor główny
Sponsor premium
Sponsor techniczny
Dostawca usług medycznych
Sponsorzy
Partnerzy
Patroni medialni
Zamknij
Zamknij
Zamknij

Szanowni Państwo, Nasza strona używa plików cookies w celu ułatwienia Państwu korzystania z naszego serwisu i w celach statystycznych. Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Aby dowiedzieć się o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce zapoznaj się z polityką cookies Polityka prywatności Akceptacja