Promo banner
Sponsor Miasto Kielce

| Wywiad

Krzysztof Węglarczyk

Wiem, że apetyt rośnie w miarę jedzenia

– Od kiedy jestem zawodnikiem Korony, zajmowaliśmy dobre miejsca. Teraz wszyscy są nienasyceni tym, co obecnie prezentujemy. Chcą więcej. Przed rokiem było ósme miejsce, dwa lata temu piąte i chcemy ponownie znaleźć się w grupie mistrzowskiej. Bierzemy już na bok opinie tych, którzy wróżą nam spadek. Wierzymy w swoje umiejętności. Trzeba pracować dalej i zacząć od wygranej w Płocku - mówi kapitan kieleckiej Korony, Bartosz Rymaniak.

Początek sezonu w wykonaniu Korony Kielce, to istne deja vu. Punkt w dwóch meczach, czyli analogiczna sytuacja do startu poprzednich rozgrywek.

 

– Nasza gra może nie była dotąd zła, ale brakowało punktów. Jest podobnie jak przed rokiem. Pamiętam, że wówczas po remisie oraz porażce zaczęliśmy dobrze grać. Mam nadzieję, że podobnie będzie teraz i wygramy w Płocku. Póki co nie ma powodów do obaw. Jedynie kontuzje delikatnie nas nękają. Ostatnio zabrakło Elii Soriano, ale teraz już do nas wraca i miejmy nadzieję, że w piątek będzie dla nas ważną postacią. Do siebie wciąż dochodzi jeszcze Marcin Cebula.

 

 

Patrząc na wyjściowe składy, to tutaj również nie ma wiele różnic. Większość zawodników pierwszej jedenastki już przed rokiem walczyła w Kielcach o ligowe punkty.

 

– Trener uprzedził nas, że większość pierwszego składu będzie podobna do tego przed rokiem. Patrząc jednak na ławkę rezerwowych jest ona inna, niż miało to miejsce w tamtym sezonie. Są to młodzi zawodnicy, którzy dopiero przyszli do Ekstraklasy. Oni potrzebują miesiąca, a niektórzy czterech, aby wejść dobrze w zespół i pomóc. Na dzisiaj nie jestem w stanie określić ich przydatności, bo było na to za mało czasu. Oni muszą dostać więcej szans podczas meczów, aby się wykazać. Niewątpliwie osoby, które odeszły dawały nam wiele. Goran Cvijanović, strzelał bramki. Kapitan Radek Dejmek nie grał najczęściej w tamtym sezonie, ale dodawał drużynie charyzmę. Był też Jacek Kiełb, który często wchodząc z ławki przechylał szalę zwycięstwa na naszą korzyść. Nawet jeśli tacy zawodnicy byli rezerwowymi, to dawali jakość, do której nas przyzwyczaili. Potrzebujemy takich zawodników, ale jestem spokojny. Wierzę, że przyjdą.

 

 

Dla tych młodych piłkarzy jesteś dobrym przykładem. Sam obrałeś podobną ścieżkę kariery, gdy jako nastolatek wkraczałeś z III-ligowej Jaroty Jarocin do Zagłębia Lubin. Z perspektywy doświadczonego gracza widzisz dla nich szansę zaistnienia w Ekstraklasie?

 

– Teraz będzie im ciężko. Trener stawia na bardziej doświadczonych zawodników, bo nie chce na początku za daleko odsunąć się od czołówki. Chodzi także o udźwignięcie pewnej presji. Młody zawodnik na treningu wygląda dobrze, ale mecz jest meczem i jego postawa może być wówczas zupełnie inna. Widzę w nich potencjał. Każdego z nich cechuje coś innego. Oktawian Skrzecz, to bardzo szybki i dynamiczny skrzydłowy. Maciek Firlej ma nosa i czuje grę w polu karnym, a do tego dysponuje dobrym strzał z dystansu. Vato Arweładze, to jeden z lepszych technicznie zawodników w zespole. Oni wciąż potrzebują jednak oszlifowania i na początku nie będą decydowali o losach zespołu. Ich funkcja w drużynie jest inna. Dajmy im czas, a każdy z nich na pewno się przyda. 

 

 

W poprzednim sezonie trener Lettieri prosił o cierpliwość, mówiąc, że optymalna forma fizyczna i piłkarska przyjdzie po kilku meczach. Myślisz, że teraz jest podobnie i do waszej najlepszej dyspozycji przyjdzie nam jeszcze poczekać?

 

– Mam nadzieję, że to teraz nadejdzie. W tamtym roku trener mówił, że będziemy gotowi na trzecią kolejkę i miał rację. Nie byliśmy gorszymi zespołami w tych pierwszych meczach. Moim zdaniem, bardziej straciliśmy pięć niż wywalczyliśmy jeden. Bez względu na rywala musimy się nauczyć, że zdobędziemy trzy punkty dzięki dużej jakości, chęci, ale także walce i zaangażowaniu. To musi być widać. Z Legią po bramce wyrównującej zabrakło nam wiary w siebie i pomysłu, ale mam nadzieję, że to przyjdzie z czasem.

 

 

Ciężko scharakteryzować waszą postawę i możliwości po pierwszych meczach. Ofensywne i efektywne fragmenty były przeplatane chaotycznymi momentami i prostymi błędami.

 

– W starciu z Legią schodziliśmy do szatni z wynikiem 1:0, a mieliśmy szansę na podwyższenie prowadzenia. Poprzedni sezon pokazał, że nie wypuszczamy z rąk dwubramkowej przewagi. Musimy pracować nad ustawieniem taktycznym i lepiej dopasowywać je do boiskowych potrzeb i wyniku jaki panuje. Przecież w tamtym sezonie też nie było tak, że kontrolowaliśmy mecze przez pełne 90 minut. Nasze zwycięstwa i przewaga była spowodowana tym, że szybko potrafiliśmy obejmować prowadzenie, często nawet dwubramkowe. Siadaliśmy na przeciwniku i wykorzystywaliśmy jego błędy. Wówczas było mu dużo ciężej nas zaatakować.

 

 

Po remisie w Zabrzu schodziliście do szatni z niedosytem, bo w drugiej połowie stworzyliście sobie mnóstwo szans na zdobycie gola.

 

– Wówczas goniliśmy wynik. Górnik nas zaskoczył, ale można powiedzieć, że my sami stworzyliśmy mu przed przerwą kilka sytuacji. Nie graliśmy tego, co chcieliśmy. W drugiej połowie zdobyliśmy bramkę wyrównującą i powinniśmy ten mecz wygrać. To już za nami. Na razie nie ma powodów do obaw, bo skład jest wciąż w budowie. Wiemy, że ma do nas dołączyć jeszcze kilku zawodników, więc czekamy i rozkręcamy się podobnie jak przed rokiem.

 

 

Dla ciebie to czwarty sezon w barwach Korony i pierwszy w roli pełnoprawnego kapitana. Z „Rymanem” szatnia nie musi się martwić o brak atmosfery.

 

– Odpowiadam za to co się dzieje w szatni, na boisku i poza nim. Obowiązków jest więcej, ale nie jest mi to obce. Wierzę, że moi koledzy to szanują i wiedzą, że jestem dobrą osobą na tym stanowisku. Reszta pomaga i widzę, ze atmosfera jest dobra. Nie ma co narzekać. Wszyscy ze sobą rozmawiamy i się rozumiemy. Rada Drużyny jest międzynarodowa i to ważne. Trener mądrze podpowiedział, aby też w ten sposób podzielić zadania. Jest dużo dyskusji pomiędzy Radą a sztabem szkoleniowym, czy prezesami. Dzięki Adnanowi Kovaceviciowi oraz Michale Gardawskim nie tylko Polacy chodzą na wszystkie rozmowy. Każdy w szatni musi czuć się potrzebny.

 

 

Uważasz, że ten sezon może być dla was trudniejszy od poprzednich rozgrywek?

 

– Trudno ocenić. To drugi sezon z tym samym trenerem, więc nabraliśmy pewnych nawyków i podstaw taktycznych, których szkoleniowiec od nas wymaga. Pod tym względem powinno być łatwiej. Wiem, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Od kiedy jestem zawodnikiem Korony, zajmowaliśmy dobre miejsca i wszyscy są nienasyceni tym, co obecnie prezentujemy. Chcą więcej. Przed rokiem było ósme miejsce, dwa lata temu piąte i chcemy ponownie znaleźć się w grupie mistrzowskiej. Bierzemy już na bok opinie tych, którzy wróżą nam spadek. Wierzymy w swoje umiejętności. Trzeba pracować dalej i zacząć od wygranej w Płocku, który obecnie jest w takiej samej sytuacji, co my. Oni też będą chcieli zachować w domu komplet punktów.

Strefa sponsora

Partner strategiczny
Sponsor główny
Sponsor premium
Sponsor techniczny
Dostawca usług medycznych
Sponsorzy
Partnerzy
Patroni medialni
Zamknij
Zamknij
Zamknij

Szanowni Państwo, Nasza strona używa plików cookies w celu ułatwienia Państwu korzystania z naszego serwisu i w celach statystycznych. Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Aby dowiedzieć się o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce zapoznaj się z polityką cookies Polityka prywatności Akceptacja