Sponsor Miasto Kielce

| Wywiad

Rozmawiał Krzysztof Węglarczyk

Mecz z Wisłą był świetny, jednak wciąż są we mnie rezerwy

Matthias Hamrol zdobył ponad 60 procent głosów kibiców w plebiscycie na najlepszego piłkarza Korony Kielce we wrześniu. Bramkarz żółto-czerwonych nie krył zaskoczenia i dużej radości podczas odbierania nagrody. Porozmawialiśmy z 24-latkiem o dużej metamorfozie, którą przeszedł przed obecnym sezonem i o odczuciach po awansie z trzeciego na pierwszego golkipera kieleckiego klubu.

Gratulacje Matthias! Nagroda piłkarza września Korony Kielce padła twoim łupem. Zaskoczony?

 

Matthias Hamrol: – Jest mi bardzo miło i nie ukrywam, że nie spodziewałem się tego. Chcę podziękować wszystkim kibicom. Ostatnie mecze rzeczywiście nie były złe w moim wykonaniu, a starcie z Wisłą, to chyba mój najlepszy dotąd występ w Koronie. Był świetny, jednak wiem jednak, że są we mnie jeszcze rezerwy.

 

 

Często powtarzasz, że wciąż możesz coś poprawić w swojej grze.

 

– Bo tak jest. Poprzedni sezon w moim wykonaniu… To zdecydowanie nie był pokaz tego, co potrafię. Naprawdę. Wiedziałem wtedy, że jest wiele rzeczy, które muszę zmienić. Obecne rozgrywki są dla mnie inne. Po drugim meczu mówiłem w wywiadzie, że zobaczymy, jak będzie w dziesiątej kolejce. Chyba jest lepiej, ale wciąż mogę się rozwijać. Czuje się pewnie na przedpolu. Wyjścia z bramki przy dośrodkowaniach i stałych fragmentach to mój atut. Muszę jednak lepiej grać nogami i poza szesnastką.

 

 

 

Naczelna różnica względem poprzednich rozgrywek, to przede wszystkim fakt, że na dobre zadomowiłeś się w pierwszym składzie.

 

– Pamiętam początek sezonu i mnóstwo komentarzy pod tytułem: „Korona potrzebuje nowego bramkarza”. Ale wiesz co? W ogóle mnie to nie zdziwiło. To normalne. W zeszłym sezonie nie grałem dobrze, może poza meczem ze Śląskiem. Wiedziałem jednak, co potrafię i teraz przyszedł czas, aby to pokazać.

 

Takie opinie nie obniżają własnego poczucia wartości?

 

– Nie sądzę. W klubie czułem się bardzo dobrze. Wszyscy w tej szatni dodawali mi pewności siebie. Dzięki temu mocno wierzyłem w siebie od początku sezonu. Dziękuję drużynie i trenerom za danie tej szansy.

 

 

 

Z czego w takim razie wynika tak duża metamorfoza? W bramce wydajesz się być zupełnie innym zawodnikiem.

 

– Rok temu nie byłem w stu procentach skoncentrowany na moich celach. Teraz jest inaczej. Wiem, czego chcę – futbol stawiam na pierwszym miejscu. Stabilizacja wiele mi dała. Dotąd zawsze u mnie było tak, że mentalnie ciężko było mi się podnieść, gdy coś nie szło po mojej myśli. Teraz bardzo dużo daje mi psycholog. W trudnych momentach mogę z nim porozmawiać i szybko pożegnać kłopoty.

Drugą ważną dla mnie osobą jest mój brat, który zresztą był Kielcach na meczu z Jagiellonią. Mogę szczerze powiedzieć, że bez niego i moich rodziców pewnie nie grałbym już w piłkę.

 

W swojej karierze trafiałeś do dużych piłkarskich ośrodków – juniorzy Borussii Monchengladbach, następnie RB Lipsk, VfL Wolfsburg, FC Koln – jednak nigdy nie zdołałeś zadebiutować w pierwszej drużynie.

 

– Trafiałem do dużych klubów, to prawda. Na początku zawsze moja pozycja wyglądała korzystnie i wydawało się, że mogę na stałe osiąść na wysokim poziomie. Zawsze było jednak jakieś „ale”. W pewnym momencie trafiłem nawet do piątej ligi. To nie był łatwy moment, a poprzedni menager nic nie zrobił, aby mi pomóc. Teraz współpracuję z inną osobą, którą znam już bardzo długo i dzięki niej trafiłem do FC Koln i do Kielc.  W Kolonii na wstępie powiedzieli, że potrzebują bramkarza do pierwszej drużyny i szybko mnie doceniono. Trenowałem w pierwszej drużynie, ale regularnie występowałem w drugiej. Podsumowując przeszłość, popełniałem wiele błędów. To też dało mi ogrom doświadczenia. Wiem, że tamte już za mną. Teraz patrzę wyłącznie na teraźniejszość.

 

 

 

W Koronie liczyłeś, że szybciej wywalczysz miejsce w pierwszym składzie?

 

– Na początku bardzo cieszył mnie fakt, że pojawiłem się w Koronie. To duży awans – z czwartej ligi niemieckiej do pierwszej w Polsce. Bardzo chciałem grać, ale pierwszy sezon nie był w ogóle taki, jak to sobie wyobrażałem. Teraz dostałem szansę i chcę ją jak najlepiej wykorzystać.

 

Rywalizacja w bramce Korony jest spora, bo o pierwszy plac walczy aż czterech golkiperów.

 

– Jestem spokojnym typem. Trenerzy ze mną rozmawiali, gdy kadra została dopięta i podkreślali, że jeśli dalej będę pokazywał się ze swojej najlepszej strony, to będę grał. Rywalizacja jest jednak kluczowa dla każdego piłkarza. Nie możesz stawać się lepszy, jeśli nie masz wokół siebie kogoś, kto wciąż naciska. U trenera Lettieriego widać do doskonale. Na każdym treningu musisz dawać z siebie maksimum, bo w innym przypadku tracisz miejsce w składzie. Jeśli coś toczy się nie po jego myśli, dostajesz po głowie (śmiech). Ale to zdrowe rozwiązanie. Gra ten, który jest najlepszy.

 

 

 

Mówiłeś, że występ z Wisłą to najlepszy mecz w twoim wykonaniu. Potwierdzają to liczby. Po raz pierwszy zachowałeś czyste konto. Liczyłeś ilu spotkań w Koronie potrzebowałeś, aby ta sztuka się udała?

 

– Nie pamiętam.

 

Czternastu.

 

– Czternastu?! Kurde… (śmiech). To nie jest dobra statystyka, ale ostatnie pojedynki pokazały, że potrafimy grać dobrze w defensywie. Z Wisłą w końcu było zero z tyłu i wierzę, że to nie ostatni raz, gdy udało mi się zakończyć mecz z czystym kontem. W spotkaniu z Płockiem, czy Sosnowcem byliśmy o krok od braku straconej bramki. Pracujemy nad tym. Pamiętajmy jednak, że najważniejsze są nasze zwycięstwa, a my regularnie zdobywamy punkty.

 

 

 

Korona straciła dotąd 12 bramek. To trzeci najlepszy wynik w lidze. Poza bramką ze Śląskiem, któraś z nich obciąża twoje konto?

 

– Poza tamtym błędem chyba nie, co nie zmienia to faktu, że jest nad czym pracować i niekiedy mogłem zachować się po prostu lepiej. Wówczas tych straconych bramek może byłoby mniej. Trzeba eliminować małe błędy. Zawsze można coś zmienić i poprawić.

 

Zazwyczaj w każdym meczu masz okazję, żeby popisać się paradą. Ta w meczu z Wisłą po strzale Imaza, została wybrana interwencją kolejki.

 

– Taka jest piłka. Każda drużyna stwarza sobie sytuacje, a mnie – jako bramkarza – cieszy, że mogę się wtedy wykazać i pomagać drużynie. Na pewno nie jesteśmy jeszcze perfekcyjni i są elementy, które musimy wyeliminować z naszej gry. Z drugiej strony wyglądamy coraz lepiej. Ostatnio do pierwszego składu wskoczył Ivan Marquez. Zagrał dopiero kilka spotkań, ale idealnie wpasował się w naszą formację. W moim odczuciu obrona gra coraz pewniej.

 

 

 

Przerwę na kadrę spędzicie na szóstym miejscu. Do lidera tracicie dwa punkty. To chyba dobry prognostyk przed drugą częścią rundy jesiennej.

 

– Słyszałem, że w Kielcach co roku klub przechodzi małą lub większą rewolucję kadrową, stąd też domniemania w mediach przed sezonem o naszej możliwej słabej postawie. Wiemy jednak, że wszyscy w klubie starają się wykonywać jak najlepszą robotę. Zarówno zawodnicy, jak i sztab szkoleniowy. Na koniec wychodzimy na boisko i udowadniamy, że faworytem do spadku nie jesteśmy. Do przerwy zimowej pozostało jeszcze dziewięć meczów. Wywalczmy jak najszybciej awans do ósemki i grajmy tak, aby coraz częściej kończyć mecz z czystym kontem (śmiech).

 

 

 

PARTEREM PLEBISCYTU PIŁKARZ MIESIĄCA JEST PRODUCENT I DYSTRYBUTOR ZEGARKÓW GIACOMO DESIGN

Strefa sponsora

Partner strategiczny
Sponsor główny
Sponsor premium
Sponsor techniczny
Dostawca usług medycznych
Sponsorzy
Partnerzy
Patroni medialni
Zamknij
Zamknij
Zamknij

Szanowni Państwo, Nasza strona używa plików cookies w celu ułatwienia Państwu korzystania z naszego serwisu i w celach statystycznych. Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Aby dowiedzieć się o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce zapoznaj się z polityką cookies Polityka prywatności Akceptacja