Sponsor Miasto Kielce

| Wywiad

Rozmawiał Krzysztof Węglarczyk

Robię wszystko, aby zasłużyć na miejsce w pierwszym składzie

Po dwuletnim pobycie w Manchesterze City, Paweł Sokół wrócił do Korony Kielce. 18-letni golkiper jest obecnie zmiennikiem Matthiasa Hamrola. Sam podkreśla, że w zawodzie bramkarza kluczowa jest cierpliwość. Porozmawialiśmy z młodym zawodnikiem o jego dotychczasowej, niezwykle ciekawej karierze oraz obecnej sytuacji w żółto-czerwonym klubie.

W wieku 16 lat trafiłeś do Manchesteru City. Niejeden niedoszły piłkarz – dołączam do ich grona – patrzy na twoją karierę i zadaje sobie pytanie, gdzie w życiu popełnił błąd?!

 

Paweł Sokół: – (śmiech). Wiesz, w moim przypadku to wszystko potoczyło się naprawdę szybko. Sam do końca nie miałem tej świadomości, że będę w City. Dostałem zaproszenie na testy, pojechałem z drużyną U-18 i U-23 na obóz przygotowawczy, pokazałem się z dobrej strony i wróciłem. Po miesiącu dostałem  odpowiedź, że wypadłem najlepiej i chcą mnie w swoim klubie.

 

Ponoć w szkole uchodziłeś za bardzo uzdolnionego sportowo dzieciaka, który mógł wybrać wiele ścieżek kariery. Niekoniecznie musiała być to piłka nożna.

 

– Pochodzę z małej miejscowości, a w szkole było wszystkiego po trosze. Zaczynaliśmy od piłki nożnej, potem był okres grania tylko w siatkówkę, czy szczypiorniaka. Ten ogólny rozwój był ważny. Wraz z kilkoma kolegami we wszystkim odnajdywaliśmy się dobrze, byliśmy wysportowani. Jednak od młodych lat bardzo ciągnęło mnie do futbolu. Piłkę zawsze miałem z tyłu głowy. Postawiłem na nią i jak na razie wszystko idzie w dobrą stronę.

 

 

Zaczynałeś przygodę w małym lokalnym klubie.

 

– To był Rzemieślnik Pilzno. Mieliśmy zespół juniorów starszych i młodszych i wszyscy ćwiczyli razem. Zaczynałem trenować z chłopakami o sześć lat starszymi ode mnie. Ja w dodatku uczęszczałem na treningi pierwszej drużyny, bo moim trenerem był golkiper seniorów. Na bramkarskie chodziłem trenować z nimi. Dzięki temu poziom był wyższy, niż gdybym ćwiczył z moim rocznikiem. Szybciej mogłem się rozwinąć i zaadoptować do poważnej piłki.

 

Lokalne większe kluby nie chciały sięgnąć po 12-latka trenującego z seniorami?

 

– Miałem ofertę ze Stali Rzeszów, ale nie skorzystałem z niej. Zgłosił się też Igloopol Dębica, który jest bliższy moim rodzinnym stronom. Oni i Wisłoka często sięgają i podbierają chłopców z okolicznych małych klubów. Były propozycje, przyjeżdżano do mnie do domu i namawiano. Już nawet miałem złożone papiery do szkoły, ale w ostatniej chwili zdecydowałem się zostać w Pilźnie jeszcze na rok. Grałem z chłopakami 5-6 lat starszymi i wywalczyliśmy awans do drugiej ligi podkarpackiej, jeszcze przed reorganizacją rozgrywek.

 

Gdy zgłosiła się Korona Kielce, zastanawiałeś się czy warto?

 

– W tym rejonie Polski nigdzie nie ma tak dużej akademii piłkarskiej i drużyny w Ekstraklasie. Dla Podkarpacia, Lubelszczyzny, czy województwa świętokrzyskiego największym klubem jest obecnie Korona Kielce. Nie da się porównać tego poziomu z klubami mniejszymi, bo jest to po prostu przepaść. Dostałem zaproszenie na testy. Przyjechaliśmy z dwoma kolegami. Miałem 13 lat, chodziłem do pierwszej gimnazjum i bardzo chciałem spróbować . Ostatecznie zostałem tylko ja.

 

To dopiero lekcja życia, kiedy w wieku 13 lat trzeba samemu wyfrunąć z gniazda.

 

– Na pewno nie był to łatwy moment. Przeniosłem się 150 km od domu. To nie lada wyzwanie, ale tak jak wspomniałem, ja bardzo chciałem spróbować. Naciskałem na rodziców, aby się zgodzili i po długim namyśle pozwolili mi. Przeniosłem się do Kielc, zamieszkałem w internacie przy ul. Jagiellońskiej i dzięki takiej szkole życia łatwiej było później odnaleźć się w Anglii.

 

 

Musiałeś się usamodzielnić, nie mając nad sobą nikogo, kto mógłby cię kontrolować. Pewnie trudno w takim momencie o samodyscyplinę.

 

– Jak mieszkasz w internacie to pokusy czyhają na ciebie z każdej strony. Jednak jeśli w młodym wieku opuszczasz dom i trafiasz do dużego klubu, to futbol jest priorytetem. I taka myśl siedzi w głowie każdego chłopaka z Korony. Jasne, że zawsze były jakieś odpały, ale bez przesady – nie robiliśmy nie wiadomo czego. Oczywiście, była masa głupich żartów i mnóstwo śmiechu, ale na wszystko był odpowiedni czas.

 

Nie krążyły ci po głowie myśli, że sobie nie poradzisz?

 

Po kilku miesiącach w Kielcach miałem dwutygodniowy okres zwątpienia. Zmieniłem otoczenie, nie poznałem dobrze chłopaków z drużyny i wahałem się, czy to była dobra decyzja. Zastanawiałem się czy wracać, ale wytrzymałem ten okres i dzisiaj mogę się tylko cieszyć, że wówczas nie zrezygnowałem.

 

Był w twojej głowie plan „B”? Jeśli nie piłka nożna, to powrót do domu i szkoła.

 

– Miałem ogromne ciśnienie na futbol i pozostaje ono we mnie do dzisiaj, bo jest jeszcze dużo do osiągnięcia. Od samego początku w Kielcach walczyłem o to, żeby zostać piłkarzem. Nigdy nie zostawiałem sobie w głowie tej furtki, żeby zacząć coś innego. Kiedy przezwyciężyłem te początkowe obawy, to też nigdy nie wróciła już do mnie myśl o powrocie do domu.

 

 

Ciężka praca popłacała, bo grając w Koronie dostałeś powołanie do reprezentacji Polski U-16.

 

– Najpierw dostałem powołanie do kadry wojewódzkiej. Dzięki dobrym występom pojechałem na konsultację bramkarską w reprezentacji U-16, później konsultację szkoleniową z całym zespołem. Minęło trochę czasu, wracałem po weekendzie do Kielc i zadzwonił do mnie trener, że za pięć dni lecę z kadrą do Uzbekistanu. Bardzo się cieszyłem, bo zawsze marzyłem, żeby zagrać w kadrze. W debiucie zanotowałem czyste konto i wygraliśmy tam 1:0.

 

To właśnie dzięki występom w kadrze zostałeś dostrzeżony przez City.

 

– Tak było. Na meczach reprezentacji zawsze jest mnóstwo skautów. O zainteresowaniu Manchesteru City poinformował mnie menadżer po spotkaniu ze Szwajcarią.

 

O ile przeprowadzka o 150 km do Kielc jest wyzwaniem, o tyle wyjazd na drugi koniec Europy dla młodego zawodnika musi być naprawdę ogromnym przeżyciem.

 

– Po testach, City poinformowało mnie, że muszę czekać na decyzję. Znów o ważnej dla mnie decyzji dowiedziałem się w podróży (śmiech). Wracałem z Kielc do domu, gdy Dominik Jarosz do mnie zadzwonił. Pamiętam, że stałem w Busku na postoju, a menadżer poinformował mnie, że przechodzę do Manchesteru. Byłem równie szczęśliwy, co zaskoczony.

 

Jakieś obawy pewnie były, ale kiedy chce cię tak duży klub to musisz zaryzykować. Informację dostałem w sobotę, a już w środę podpisałem kontrakt.

 

Pierwsze odczucia po przejściu do City?

 

– Nie ukrywam, że jechałem tam, nie znając języka angielskiego, więc na początku musiałem się mocno przyłożyć, żeby nadrobić braki. Nigdy nie miałem problemów, żeby dogadać się z opiekunami, czy kolegami z drużyny, więc szybko się zaaklimatyzowałem.

 

Jeśli chodzi o sam klub, to na pewno był ogromny przeskok jakości, ale i duża zmiana mentalna. Liczyła się już tylko piłka. Nie było alternatywy. W przerwie od treningów mieliśmy szkołę, ale każdy nastawiał się na futbol.

 

Budzisz się, jesz śniadanie, a później trening. Następnie lekcje i drugie zajęcia, albo siłownia. Profesjonalizm na najwyższym poziomie. Wszystko skupione w wielkim obiekcie akademii, gdzie niczego nie brakowało. Czy to drużyna U-18, czy U-23, to każdy był traktowany jak senior. Nie pozostawało nic innego, jak pracować ze wszystkich sił, żeby grać w meczu, czy zostać zauważonym i zacząć trenować z pierwszą drużyną.

 

 

Miałeś możliwość treningów z zespołem Guardioli?

 

– Tak, jeśli ktoś się wyróżniał, to regularnie chłopcy z akademii pojawiali się na treningach pierwszej drużyny. Ja też bywałem na ich zajęciach.

 

Z jakimi zawodnikami przyszło ci się zmierzyć podczas takiego treningu?

 

– Ageuro, De Bruyne i reszta ekipy.

 

Mówisz o tym z takimi emocjami, jakbyś wiązał buty, a to jednak dość niezwykłe stanąć naprzeciw najlepszych piłkarzy na świecie.

 

– Wiesz, to nobilitacja, ale przede wszystkim duże wyzwanie, aby zmierzyć się z takimi zawodnikami. Zawsze sprawiało to wiele radości, bo wchodząc do szatni traktowali nas, jak kolegów z zespołu. Ktoś zapytał jak leci, co słychać, jak się czujesz. To miłe.

 

Wejście do świata wielkiej piłki, gra w młodzieżówce City, uczęszczanie na treningi seniorów, gdzie ćwiczą wielcy piłkarze nie powodowało u was sodówki?

 

– Wydaje mi się, że w moim przypadku tak nie było, ale paru chłopaków w szatni to okazywało. Trochę się lenili, czasem odpuszczali, ale wiesz jaki jest paradoks? To byli zazwyczaj goście, którzy wychodzili na boisko i robili co chcieli. Byli najlepsi.

 

Kilku twoich kolegów z tamtej drużyny wypłynęło na szerokie wody.

 

– To było widać od początku. Wchodzisz na trening i wiesz, że gość ma papiery na granie. Byłem pewny, że oni zaistnieją. Mówię o chociażby Jadonie Sancho, który w ostatniej kolejce Ligi Mistrzów strzelił bramkę na 3:0 w meczu Borussii z Atletico. Javairo Dilrosun gra w Hertcie Berlin, a Matt Smith w Twente.

 

W ciągu dwóch lat łapałeś doświadczenie na bardzo wielu poligonach. Była Premier League 2 z drużyną U-23, finały w rozgrywkach U-18, czy występ w młodzieżowej Lidze Mistrzów.

 

– To różne rozgrywki. W Anglii grasz fizycznie, jest dużo walki. W Europie doświadczasz różnych stylów, drużyny grają inaczej taktycznie. To ciekawe i nie ma co oszukiwać, że przetarcie z takim futbolem pozwoliło mi tak naprawdę rozwinąć się w każdym elemencie piłkarskim. Żadne inne miejsce nie dałoby mi tej możliwości. Przez te dwa lata byłem wciąż w kadrze meczowej. Jeśli nie broniłem, to nie schodziłem poniżej numeru 2.

 

W moim pierwszym sezonie U-18 zdobyliśmy mistrzostwo grupy północnej, dzięki czemu graliśmy w finałach. Doszliśmy też do finału FA Youth Cup, gdzie musieliśmy uznać wyższość Chelsea. To był dwumecz bardzo prestiżowych rozgrywek. Nasz kameralny stadion – który mógł pomieścić 5 tysięcy ludzi – prawie się wypełnił. Rewanż był na Stamford Bridge. Niestety wraz z Marcinem Bułką z „The Blues” spędziliśmy ten mecz na ławce.

 

W kolejnym sezonie przeszedłem do starszego rocznika i już z drużyną U-23 grałem  w Premier League 2.

 

 

W twoim drugim sezonie, pierwsza drużyna City została mistrzem Anglii.

 

– Regularnie chodziliśmy oglądać, jak radziła sobie ta ekipa. Fajnie było ich podpatrywać na żywo. Pamiętam fetę po meczu z Huddersfield, która była bardzo okazała. W klubie można było odczuć ogromną radość i dumę, że mamy mistrza. Widać, że praca w klubie nie szła na marne.

 

W momencie gdy żegnałeś się z mistrzem Anglii, żałowałeś, że ta przygoda nie trwała dłużej?

 

– Nie było żadnego żalu. Cieszyłem się, bo to był dobry czas, ale przyszedł czas na kolejny krok. Spotkaliśmy się z trenerami bramkarzy oraz moim menadżerem i wspólnie podjęliśmy decyzję o odejściu. Nie było sensu zostawać tam kolejny rok i grać w lidze z drużyną U-23, bo tak naprawdę przejście do seniorów zapewniało lepszy rozwój. Sam chciałem jak najszybciej grać w takiej drużynie.

 

Były propozycje z Anglii i Polski. Dlaczego wśród wielu ofert zdecydowałeś się na powrót do Kielc?

 

– Były oferty z kilku krajów, ale Korona zaproponowała najbardziej konkretną ofertę. Dostaję szansę w pierwszej drużynie i wszystko zależy ode mnie. Nie muszę się przebijać do pierwszej drużyny trenując na co dzień w rezerwach.

 

 

Uważasz, że gdybyś nie przeszedł do City, to dzisiaj byłbyś bramkarzem trenującym w pierwszej drużynie Korony?

 

– Być może tak, ale ciężko byłoby o zmieszczenie się w kadrze meczowej. Patrząc na mój wiek, musiałbym liczyć na wypożyczenie do klubu z niżej ligi, aby grać z seniorami.

 

W Koronie nie było cię dwa lata. Coś zmieniło się wewnątrz klubu?

 

– To widać, nawet gdy gram mecze w Centralnej Lidze Juniorów. Jest różnica podejścia do meczu i przygotowania. Jest fizjoterapeuta, trener od przygotowania fizycznego. Priorytetem jest pierwszy zespół. Przed moim odejściem było dobrze, ale teraz poziom jeszcze wzrósł. Jest większa grupa „fizjo” i widać, że Korona Kielce, podobnie jak cały świat, idzie do przodu.

 

 

Twoja postawa w meczach Korony U-18 została doceniona przez selekcjonera reprezentacji Polski U-19, gdzie dostałeś ostatnio powołanie i rozegrałeś cały mecz z Walią.

 

– Często w piłce bywa tak, że nieszczęście jednego, to szczęście drugiego. Byłem w kręgu zainteresowań i dostałem dodatkowe powołanie, gdy Jakub Stolarczyk z Leicester doznał kontuzji. Pokazałem się na tyle dobrze na treningu, że dostałem szansę występu i udowodniłem, że będę się liczył w walce o regularną grę w tej reprezentacji, chociażby w listopadowych eliminacjach.

 

Mimo porażki 0:2 zebrałeś pochlebne recenzje. W końcówce pierwszej połowy obroniłeś „jedenastkę”.

 

– Nie można patrzeć tylko na siebie, a raczej na cały zespół. Jest duży niedosyt, bo przegraliśmy, a nasza postawa była dobra, zwłaszcza w pierwszej połowie. Głupio straciliśmy gole. Najpierw rzut karny po zupełnie niepotrzebnym faulu. Podobnie przy drugim golu z rzutu wolnego, gdzie łatwo straciliśmy piłkę i musieliśmy uciekać się do przewinienia przed szesnastką. Mogliśmy udokumentować przewagę trafieniem na początku spotkania. Nie zrobiliśmy tego i Walia w pewnym momencie przejęła inicjatywę.

 

Tak właściwie ciężko przyporządkować cię, do którejś z drużyn Korony. Trenerzy regularnie dają ci szansę i w rezerwach i w U-18. Oba te zespoły są liderem. Zastanawiam się, który poziom z pozycji bramkarza jest lepszy dla rozwoju.

 

– Czwarta liga jest specyficzna. Generalnie dużo więcej walki, ale to jednak piłka seniorska. Jest inaczej niż w CLJ-cie. Dla mnie liczy się jednak gra. Moja praca jest prosta – muszę odbijać jak najwięcej piłek, a jak najmniej wpuszczać do bramki. Bez względu na to, gdzie jestem – kadra, pierwsza drużyna, trening, rezerwy – chcę tracić jak najmniej goli. Liczy się tylko to. Muszę łapać minuty i zbierać doświadczenie.

 

Debiut w pierwszej drużynie Korony w meczu Pucharu Polski, to najcięższy moment od kiedy tu jesteś?

 

– Cała drużyna gra i cała drużyna zawiodła. Chyba chciałbym jak najszybciej zapomnieć o tym meczu. Długo czekałem na ten debiut, dawałem z siebie wszystko. Chciałem zaprezentować się jak najlepiej, niestety odpadliśmy. Przegrywamy razem, wygrywamy razem.

 

 

Mimo tego meczu, czujesz, że poczyniłeś progres podczas półrocznego pobytu w Kielcach?

 

– Na co dzień pracuję z trenerem Dreszerem. Praca z nim jest bardzo solidna. Trenujemy rzeczywiście ciężko, co popłaca. Czuję, że to przynosi efekt w meczach.

 

Wydaje się, że po powrocie z kadry nabrałeś sporo pewności między słupkami.

 

– Pojechałem, broniłem i to było istotne. Najważniejsza jest gra. Dzięki niej dochodzisz do wysokiej formy. Pewności siebie mi nie brakowało i nie brakuje. Można to okazywać w różny sposób. Ja nie muszę udowadniać tego na co dzień, chodzić z głową w chmurach i udawać, że jestem nie wiem kim. To różnie jest odbierane, a przecież chodzi o to, żeby robić swoje w pracy, czyli na boisku. Tego się trzymam i tam czuje się bardzo pewnie.

 

 

Godzisz się z rolą rezerwowego?

 

– Pozycja bramkarza wymaga cierpliwości. Zwłaszcza od tego, który jest numerem 2. Nie wiesz, w którym momencie przyjdzie twoja szansa. Jedziesz na mecz, spodziewasz się, że nie zagrasz w pierwszym składzie, ale musisz być gotowy. I czekasz. Tak naprawdę jedna sytuacja może sprawić, że wskakujesz między słupki. Nie daj Boże, żeby Matthias złapał kontuzję, albo czerwoną kartkę – absolutnie mu tego nie życzę – natomiast taka potrafi być piłka. Nieprzewidywalna.

 

Na treningach trzeba pokazywać szkoleniowcom, że chce się grać, okazywać gotowość. Jestem cierpliwy, muszę być, ale robię wszystko, aby być lepszym od jedynki i zasłużyć na miejsce w składzie. To się zamyka, dzięki temu wszyscy robimy krok w przód. Ja daję z siebie na treningach maksimum, a Matthias musi czuć mój oddech na plecach, żeby sam mógł się rozwijać.

 

Na początku sezonu nie udało mi się od razu wywalczyć placu, ale ja się nie poddaję. Wiem, że mam predyspozycje do tego, aby stanąć między słupkami Korony w pierwszym składzie.

Strefa sponsora

Partner strategiczny
Sponsor główny
Sponsor premium
Sponsor techniczny
Dostawca usług medycznych
Sponsorzy
Partnerzy
Patroni medialni
Zamknij
Zamknij
Zamknij

Szanowni Państwo, Nasza strona używa plików cookies w celu ułatwienia Państwu korzystania z naszego serwisu i w celach statystycznych. Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Aby dowiedzieć się o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce zapoznaj się z polityką cookies Polityka prywatności Akceptacja