Sponsor Miasto Kielce

| Wywiad

Rozmawiał Krzysztof Węglarczyk

Przy naszej dobrej grze możemy zwyciężyć z każdym w tej lidze

Juniorzy starsi Korony Kielce w obecnym sezonie Centralnej Ligi Juniorów nie mają sobie równych. Żółto-czerwoni w rundzie jesiennej prezentowali się znakomicie, dzięki czemu przed rozegraniem ostatniego meczu w tym roku są już pewni, że zimę spędzą na fotelu lidera. Choć przed startem rozgrywek nikt nie stawiał na kielczan, to ci wygrali ze wszystkimi drużynami z czołówki ligi. O postawie Korony U-18 porozmawialiśmy z jej szkoleniowcem, Markiem Mierzwą.

Jak długo trener pracuje w Koronie Kielce?

 

Marek Mierzwa, trener Korony Kielce U-18: - Trzeba to podsumować. Zacząłem w 1999 roku i pracowałem aż do 2009. Później była kilkuletnia przerwa i powrót od 2012 roku. W sumie około 16 lat.

 

 

Na pewno prowadził trener grupy bardzo zdolne, ale czy któraś generacja była tak obiecująca, jak pana obecni podopieczni?

 

- Trenowałem rocznik 89’, który został mistrzem Polski juniorów. Byli też chłopcy z drużyny rok starszej. Z nią dotarliśmy do półfinału mistrzostw Polski. Odpadliśmy z Gwarkiem Zabrze, późniejszym mistrzem, z którego wielu piłkarzy wybiło się później w piłce seniorskiej.

 

 

W pana odczuciu dzisiejsi juniorzy starsi Korony Kielce są w stanie napisać podobny scenariusz? Część tej grupy może później występować w seniorach na stopniu centralnym?

 

- Ciężko wyrokować ilu może być to chłopców, ale prawda jest taka, że drzemie w nich ogromny potencjał, jednak wszystko zależy od nich. W tym momencie muszą już traktować piłkę nożną jako zawód. W ich kwestii pozostaje, jak do swojej pracy będą podchodzić. Równie ważna jest też droga, która przed nimi, bo wiele w tym sporcie jest po prostu zależne od szczęścia.

 

Według mnie są w drużynie chłopcy, którzy zarówno fizycznie, jak i piłkarsko, ale przede wszystkim mentalnie byliby w stanie zaistnieć niebawem na poziomie seniorskim.

 

 

Praca trenera juniorów to zupełnie inny kawałek chleba, niż w przypadku szkoleniowca dorosłej drużyny? Wydaje się, że w pańskim zawodzie niezbędna jest ciągła edukacja praktycznie na każdej płaszczyźnie, nie tylko piłkarska.

 

- Na pewno wielu z nich czyni progres. Zaakceptowali warunki pracy i robią wszystko, aby być w każdym aspekcie lepszym piłkarzem. Pod względem mentalnym także. Jeżeli patrzymy na drużynę, jesteśmy z całym sztabem zadowoleni z ich podejścia do treningów i postępów.

 

 

Zaakceptowali warunki? Ta zmiana była dla nich aż tak duża?

 

- Przeskok z juniorów młodszych do starszych jest duży. Podobnie jak z piłki juniorskiej do seniorskiej. Teraz zmieniono wiek juniorów. Mamy rok, aby przygotować ich do wszystkiego, czego mogą doświadczyć później. Muszą wiedzieć, że stoją na granicy. To moment, w którym okaże się, czy pójdą do przodu, czy zatrzymają się na szczeblu zdolnego juniora. Dużo zmieniliśmy w przeciągu ostatnich lat w sposobie i intensywności treningu.

 

 

Jak wygląda praca z juniorami w Koronie?

 

- Największy nasz problem związany jest z odpowiednią bazą treningową. To problem grup młodzieżowych, ale również drugiej drużyny. Szkolenie oraz wyniki nie współgrają z bazą i warunkami w Kielcach. Największą pracę wykonujemy kiedy, przebywamy na obozie przygotowawczym, gdzie mamy najlepsze jakościowo boiska. Można trenować dużo i mocno, ale tylko do września.

 

Ktoś powie, że w mieście są boiska – przy Szczepaniaka i Kusocińskiego. To drugie jest jednak głównie do dyspozycji pierwszej drużyny. Przy Szczepaniaka trenujemy raz w tygodniu, choć ostatnio dzięki uprzejmości MOSiRu, który stara się przygotować murawy jak najlepiej - zdarzyło się wyjątkowo wejść trzy razy. Efektem tego był nasz bardzo dobry mecz w Bełchatowie. Późną jesienią i wczesną wiosną jest kiepsko. Zazwyczaj trenujemy przy ul. Prostej. Tam w okresie lipca i sierpnia jest dobry stan nawierzchni, ale później nie da się jej utrzymać na takim poziomie, bo zajęcia ma tam wiele grup, a niektórzy rozgrywają w dodatku na tej płycie swoje mecze.

 

 

 

Więc gdzie na co dzień trenujecie?

 

- Trenujemy w wielu miejscach. Raz przy zakolach Szczepaniaka, innym razem na sztucznej murawie na osiedlu Świętokrzyskim. Ostatnio trenowaliśmy również na bocznym boisku z naturalną nawierzchnią przy Suzuki Arenie. Jest z tym problem, a warunki są trudne. Staramy się nie wchodzić na sztuczną murawę, bo jest kontuzjogenna i twarda. Zawodnicy po jednym treningu odczuwają skutki – bóle pleców, Achillesów, stawów – a to nie jest dobre. Ponadto niebezpieczne jest przechodzenie z twardej nawierzchni ze sztucznej na twardą i na odwrót. Najzdrowiej trenować na naturalnej murawie, a jeśli sztucznej, to dobrej jakości, niestety w Kielcach tego brakuje.

 

 

Zmiana intensywności treningu jest chyba kluczem. Głównym zarzutem w stosunku do młodych chłopców wkraczających w wiek seniora są właśnie zaległości fizyczne.

 

- Pod uwagę nie bierze się jednak faktu, że żyjemy na takiej szerokości geograficznej, gdzie po prostu młody zawodnik później dojrzewa. Ten wiek biologiczny jest dużo niższy od wieku kalendarzowego. Trzeba na to zwracać bardzo mocno uwagę. Są tacy piłkarze, jak przed rokiem Piotr Pierzchała, który dojrzał wcześniej, miał siłę fizyczną i może przepychać się z seniorami. Są również tacy, którzy nawet jeśli dostaliby bardzo ciężki trening fizyczny w młodszym wieku, to zakończyłoby się dla nich szkodą. Musimy zwracać uwagę na to, gdzie jesteśmy. Młodzież z krajów zachodnich, a zwłaszcza południa dojrzewa wcześniej.

 

Mówi się, że Portugalczyk, czy Hiszpan udźwignął ciężar gry w piłce seniorskiej mając 18-19 lat. U nas ciężko jest znaleźć zawodnika w takim wieku, który fizycznie by sprostał. Są wyjątki, ale wielu z nich nie ma jeszcze wystarczającej obudowy mięśniowej. Pracujemy nad tym, aby to niwelować. Ta praca zaczęła odbywać się również w młodszych grupach młodzieżowych. Radykalnie tego nie przyspieszymy. To proces. Czasem na utalentowanych piłkarzy trzeba poczekać do wieku 20-21 lat, aby fizycznie podołali w seniorach. Pamiętajmy, że są wyjątki, gdzie mimo braków fizycznych, umiejętności, spryt i inteligencja boiskowa sprawiają, że sobie poradzą w dorosłej piłce.

 

 

Pamiętam, że gdy na początku sezonu chwaliło się Koronę U-18 za serię zwycięstw, to trener stanowczo tonował nastroje. Była już wówczas w panu ta świadomość, że chłopcy mogą spisywać się tak dobrze?

 

- Spodziewałem się, że w naszym zespole będzie jakość piłkarska i zaprezentujemy się z dobrej strony. Jesteśmy w stanie dominować w większości meczów, jednak kwestia pozycji w tabeli, to zawsze niewiadoma. Naszym celem było utrzymanie w nowej Centralnej Lidze Juniorów, ale z całym sztabem szkoleniowym liczyliśmy na miejsce w czołówce. Boisko zweryfikowało – pierwsze miejsce z przewagą sześciu punktów, mając rozegrane jedno spotkanie mniej od rywal. To cieszy. Budujące jest jednak przede wszystkim to, jak w większości meczów chłopcy wyglądają, jak operują piłką, jak agresywnie i wysokim pressingiem potrafią grać. Drużyna realizuje to, co założyliśmy sobie przed sezonem.

 

 

Potencjał w drużynie pozwala panu na niezwykle ofensywny styl. To wizytówka Korony U-18.

 

- Na to umawiałem się z chłopcami przed sezonem. Trener może narzucać różne rzeczy z góry, ale jeśli chłopcy tego nie czują i nie zaakceptują w stu procentach, to ciężko przenieść na boisko swoje wymagania. Pracujemy na treningach nad ofensywną grą i wysoką intensywnością, bo uważam, że tego wymaga nowoczesny futbol. Zespół to zaakceptował i dążymy, aby to wciąż wyglądało lepiej. Chcemy dominować jeszcze bardziej i stwarzać sobie pod polem karnym więcej sytuacji, by zdobywać bramki.

 

W tym aspekcie mamy jeszcze dużo do zrobienia, bo o ile na wyjazdach skuteczność nie wygląda źle, o tyle przed własną publicznością mimo wielu sytuacji, wykorzystujemy ich zbyt mało.

 

 

 

Piłkę juniorską charakteryzują duże wahania formy. Skuteczność także jest zależna od dyspozycji dnia.

 

- Chcemy zminimalizować te słabsze okresy żeby nieprzerwalnie grać na swoim poziomie. Przytrafiły nam się dwa słabsze mecze – porażka 0:1 z Wisłą u siebie oraz remis z Elaną 1:1. Te spotkania miały wspólny mianownik – były po przerwie na kadrę, gdy nasza koncentracja nie była na najwyższym poziomie, mimo tego, że staraliśmy się trzymać drużynę pod ciśnieniem. To jednak cechuje nie do końca ukształtowanych mentalnie zawodników. Nie potrafią przez cały sezon być skoncentrowanym i tak jak wspomniałem – my musimy minimalizować te okresy. Będziemy robili wszystko, aby z naszej strony było jak najmniej wpadek jakościowych.

Przegraliśmy też mecz z Escolą 2:3, ale uważam, że zagraliśmy na bardzo dobrym poziomie, jednak czasem tak się zdarza, że przeciwnikowi wyjdzie wszystko.

 

 

Każdy sukces to suma wielu składowych. Pańska drużyna przypomina mi Leicester, które sięgnęło po tytuł mistrzowski w 2016 roku – nikt na nich nie stawiał, a każde kolejne zwycięstwo buduje wielki kolektyw i napędza ten zespół.

 

- Ważnym momentem był pierwszy mecz z Bełchatowem. Graliśmy dobrze w meczach kontrolny, a inauguracja sezonu to potwierdziła. Stwarzaliśmy naprawdę wiele sytuacji, ale nic nie chciało wpaść. W końcu 11 minut przed końcem udało zdobyć się gola. Poprawiliśmy naszą formę w Chorzowie, gdzie także zwyciężyliśmy. Potem przyszła wygrana z Arką i znaleźliśmy się w czołówce ligi.

 

Chłopcy wtedy uwierzyli, że są w stanie zdobywać punkty, ale przede wszystkim grać na wysokim poziomie i dominować rywali, co pokazały mecze z Zagłębiem Lubin, czy Pogonią Szczecin. Ten drugi był papierkiem lakmusowym tego, na co nas stać. Odwróciliśmy wynik spotkania i wygraliśmy. To utwierdziło nas w przekonaniu, że przy naszej dobrej grze możemy zwyciężyć z każdym w tej lidze.

 

 

Bardzo dobra forma nie umknęła selekcjonerom, którzy regularnie powołują zawodników z juniorów Korony
do reprezentacji.

 

- Długosz, Sokół, Sewerzyński, Bujak, Lisowski, Górski, Szelągowski – powoli ta liczba się zwiększa. Cały czas pracujemy na swoją markę. Ten sezon jest niejako potwierdzeniem poprzedniego. Wówczas zrobiliśmy także bardzo dobry wynik, a w Polsce zaczęto dostrzegać, że w Koronie odpowiednio pracuje się z młodzieżą i sporo jest tutaj graczy z dużą jakością piłkarską. Jeśli nasi zawodnicy w grupach juniorskich „nie odlecą”, to normą będą kolejne powołania do reprezentacji młodzieżowych.

 

 

Wiem, że w połowie sezonu jakiekolwiek deklaracje nie są ulubionym elementem pracy trenera. Ale mógłby pan spróbować określić na co stać juniorów starszych Korony w rundzie wiosennej?

 

- Naszym celem będzie to, aby chłopcy się dalej rozwijali. To zadanie numer jeden. Z każdym tygodniem muszą robić progres, aby robić krok w kierunku piłki seniorskiej. Jeśli chodzi o ligę, zajmujemy pierwsze miejsce. Wygraliśmy z czołówką ligi. Niewątpliwie musimy to dalej podtrzymywać, a każdy kolejny mecz to walka o zwycięstwo. Zawsze powtarzam drużynie, że ma się skupić tylko na najbliższym rywalu. Jeśli będziemy tak się prezentować, jak jesienią – a chcemy robić ciągły progres - to odzwierciedleniem gry będzie miejsce na koniec sezonu w tabeli.

Strefa sponsora

Partner strategiczny
Sponsor główny
Sponsor premium
Sponsor techniczny
Dostawca usług medycznych
Sponsorzy
Partnerzy
Patroni medialni
Zamknij
Zamknij
Zamknij

Szanowni Państwo, Nasza strona używa plików cookies w celu ułatwienia Państwu korzystania z naszego serwisu i w celach statystycznych. Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Aby dowiedzieć się o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce zapoznaj się z polityką cookies Polityka prywatności Akceptacja