Promo banner
Sponsor Miasto Kielce

| Wywiad

Rozmawiał Krzysztof Węglarczyk

Jestem gościem, który odda serce dla drużyny

- Wiem, że kibice wymagają ode mnie znacznie więcej. Zgadzam się z nimi - mówi bohater tej rozmowy.  Zgrupowanie w Turcji oraz mecz w Gdyni pokazały, że dla Olivera Petraka najbliższa runda może być najlepszym okresem w Koronie. Jak podchodzi do tego sam zawodnik? Zapraszamy do szczerej rozmowy z 28-latkiem.

Minął rok od kiedy podpisałeś kontrakt z Koroną. To chyba odpowiedni czas, żeby spytać Cię o to, jak czujesz się w Polsce?

 

Oliver Petrak: - Pamiętam pierwsze kilka miesięcy, które były dla mnie trochę ciężkie. Wszystko stało się nowe, znalazłem się w innym środowisku. Minął rok i zmieniło się wiele. Teraz czuję się tutaj naprawdę dobrze. Ludzie w Kielcach są bardzo mili, jestem szczęśliwy.

 

 

Zawodnikowi z Bałkanów łatwiej zaaklimatyzować się w Polsce? W Koronie jest kilku piłkarzy z tego regionu, a ponadto nasze języki w pewien sposób są do siebie podobne.

 

- Przed Koroną grałem w Kazachstanie, gdzie mówi się po rosyjsku. Widzę sporo podobieństw w polskim, rosyjskim i chorwackim. Dlatego było mi dużo łatwiej zrozumieć wasz język. Coraz lepiej go znam, choć będąc szczerym, moja mowa nie jest jeszcze na zaawansowanym poziomie (śmiech). Gdy ktoś mówi do mnie bardzo szybko, to sprawia mi mały problem. Stwierdzam jednak: "spokojnie, spokojnie, my friend, chcę cię zrozumieć!” W ten sposób małymi krokami robię progres (śmiech).

 

 

Widać po Ivanie Jukiciu, czy Adnanie Kovaceviciu, że półtora roku w polskiej szatni piłkarskiej, to dobra szkoła, bo komunikacja w naszym języku przestaje sprawiać im kłopot.

 

- „Juki” i „Kova” mówią już po polsku bardzo dobrze. Wraz z „Ogim” [Ognjen Gnjatić – przyp. red.] i „Pukim” [Matej Pućko – przyp. red.] staramy się ich dogonić i również próbujemy! Mnie może jeszcze czasem brakuje słów, a wtedy wracam do angielskiego (śmiech).

 

 

 

Polska to czwarty kraj na twojej piłkarskiej drodze. Dlaczego przed rokiem zdecydowałeś się akurat na ten kierunek?

 

- Moja historia jest dość zawiła. W wieku 23 lat przeniosłem się do bośniackiego Zrinjski. Co prawda Bośnia jest położona nieopodal Chorwacji, ale było to mój pierwszy klub poza rodzinnym krajem. Zupełnie nowe doświadczenie, inne środowisko i rzeczywistość. Grałem tam trzy lata i sportowo był to udany okres, bo dwukrotnie wygrywaliśmy ligę.

 

Po tym czasie chciałem spróbować czegoś nowego. Agent przedstawił mi ciekawą ofertę z Kazachstanu. Włodarze byli gotowi na sprowadzenie mnie, po testach mówili, że są ze mnie zadowoleni, więc zdecydowałem się na ten krok. Muszę przyznać, że szybko przestałem być szczęśliwy z tej zmiany. Klub miał problemy finansowe i ostatecznie spędziłem tam tylko pół roku.

 

Pojawiła się natomiast propozycja z Korony. Przyjechałem na testy i bardzo spodobał im się to otoczenie. Wiedziałem, że polska liga jest dobra i grają tutaj duże marki. Od „Jukiego” i „Kovy” usłyszałem wiele ciepłych słów o tym klubie. Klub przedstawił mi umowę, a ja stwierdziłem, że dobrze się odnajduję w tym środowisku i to będzie odpowiedni krok w mojej karierze. Nie miałem wątpliwości, że rozwinę swoje umiejętności.

 

 

W przeszłości pojedynkowałeś się już z polską drużyną. Miało to jakieś znaczenie przy wyborze tego kraju?

 

- Rzeczywiście grałem jako zawodnik Zrnjiski. W eliminacjach do Ligi Mistrzów mierzyliśmy się z Legią. Widziałem, że grają tam bardzo dobrzy zawodnicy. Z całą pewnością była to dużo większa i lepsza drużyna od ówczesnego mistrza Bośni. Mimo to, mieliśmy w obu starciach swoje okazje na zdobycie gola. Strzeliliśmy jedną bramkę i zremisowaliśmy u siebie, ale w Warszawie górą byli gospodarze (Legia wygrała 2:0 – przyp. red.). Ten dwumecz dał mi pewien obraz. Zobaczyłem bardzo ładny stadion, który wypełnił się kibicami. Widać, że klub funkcjonował wtedy bardzo dobrze.

 

 

Mówiłeś o dobrym poziomie Ekstraklasy. Jakbyś porównałbyś tę ligę z innymi, w których grałeś w przeszłości?

 

- W Chorwacji i Bośni znajdziesz wielu bardzo dobrych zawodników, ale kłopot ligi polega na organizacyjnych kwestiach. Zarobki są dużo mniejsze i jest problem z płynnością finansową.

 

W Polsce bardzo wiele osób interesuje się Ekstraklasą i niemal każdy ma do niej dostęp. Kibice przychodzą na mecze, a jeśli nie ma ich na stadionie to każde spotkanie mogą obejrzeć w telewizji. Wszystko wygląda bardzo profesjonalnie. Medialnie to inny poziom.

 

Liga jest zacięta i ciekawa. Szybko zdałem sobie sprawę jak nieprzewidywalna jest Ekstraklasa. Patrzysz w tabelę i widzisz, że drużyna z czołówki zmierzy się z outsiderem, a jednak nie możesz być pewny jaki padnie wynik.

 

Jeśli chodzi o piłkarskie aspekty, to na przykład w Chorwacji futbol jest bardziej techniczny, chociaż nie mogę powiedzieć, że tutaj nie ma zawodników wyróżniających się pod tym względem. W Polsce jednak bardziej zauważalny jest fizyczny styl. Musisz być bardzo dobrze przygotowany pod względem motoryki i siły. Nie chcę powiedzieć, że w Bośni czy Chorwacji te cechy są zaniedbywane, ale wasza krajowa piłka jest wymagająca. W tej lidze nie możesz sobie pozwolić nawet na chwilę dekoncentracji.

 

 

 

Poruszyłeś temat zarobków. W twojej karierze chyba często pojawiały się problemy z kasą. 

 

- (śmiech)... To prawda. Dla mnie od 27 lat to pierwszy raz w życiu, kiedy nie mam z tym problemów. Ok, na Bałkanach też płacili, ale terminy… Nie było tak, że piętnastego dnia każdego miesiąca na moim koncie pojawiała się pensja. Często były spóźnienia i musiałem to zaakceptować. Jednak sądzę, że bez względu na to co robisz – czy jesteś nauczycielem, dziennikarzem, albo w moim zawodzie – za wykonaną pracę powinno się regularnie otrzymywać wynagrodzenie. To dla każdego zatrudnionego jest ważne. W Koronie po raz pierwszy wszystko jest na czas i nie muszę o nic się martwić.

 

 

Mówisz, że z językiem polskim jest coraz lepiej. A co z kwestią sportową? Rok w Koronie był dla ciebie dobrym czasem i możesz być zadowolony z tego co pokazywałeś na boisku?

 

- Pierwsze pół roku nie było dla mnie satysfakcjonujące. Nie byłem zadowolony z tych występów. Niektóre mecze miałem niezłe, ale inne zupełnie mi nie wychodziły. Po sześciu miesiącach zaczęło być odrobinę lepiej, ale wciąż uważam, że mogę pokazać zdecydowanie więcej.

 

Nie zrozum mnie źle. Czuję się w Koronie naprawdę bardzo dobrze, nie mogę narzekać, ale wiem, że mogę zrobić więcej dla drużyny. Dam z siebie wszystko, aby pomóc klubowi i zakwalifikować się do ósemki.  Następnie będziemy walczyć o jak najwyższe miejsce i kto wie? Może uda nam się awansować do europejskich pucharów.

 

 

 

Rzeczywiście widać było różnicę w twojej grze. Ostatnie 2-3 miesiące, to chyba najlepszy dla ciebie okres w Koronie. Widać też, że poczyniłeś progres fizyczny. Lepsza sylwetka zwiększa pewność siebie i daje większy komfort na boisku?

 

- W futbolu najważniejsza jest twoja głowa. Musisz wierzyć w swoje umiejętności.  Jestem teraz zdecydowanie bardziej pewny siebie. Pomogła mi w tym drużyna oraz trener. Nie znaczy to, że uważam się teraz za lepszego od innych, bo w naszym zespole, czy lidze nie ma dla mnie słabych zawodników. Wszyscy, którzy weszli już na taki poziom sportowy, aby uprawiać futbol zawodowo, są naprawdę dobrzy.

 

Wracając do mentalności – to był na początku mój kłopot. Jeśli masz problem z głową, to przenosi się na boisko. Doskonale wiem, że to nie może być dla mnie wymówka, ale przyszedłem do Polski i zobaczyłem dużą ligę, a od Korony wszyscy wymagali co najmniej awansu do play-offów. Teraz radzę sobie dużo lepiej z presją.

 

Mam świadomość, że mogę grać lepiej. Muszę grać lepiej! Przyszedłem do tego klubu, aby się rozwijać. Wiem, że kibice wymagają ode mnie znacznie więcej. Zgadzam się z nimi. Wierzcie, że nieustannie robiłem i będę robił wszystko, co w mojej mocy, aby grać coraz lepiej.

 

 

Trener Lettieri lubi rotować składem, jednak Ty w jego taktyce wydajesz się być ważnym ogniwem. W ciągu roku zagrałeś w 28 meczach. Satysfakcjonująca liczba?

 

- To prawda, zmian w zespole jest wiele. Gino zawsze szuka optymalnych rozwiązań i odpowiedniej taktyki. Jest ona zależna od tego, z kim gramy najbliższy mecz. Wiesz, jestem gościem, który odda serce dla drużyny i zawsze na boisku zrobi wszystko, aby wygrać. Każdy stara się realizować taktykę trenera. To jego decyzja, kto wychodzi na boisko. Z wyborami szefa trzeba się zgadzać. Ja staram się wykonywać polecenia jak najlepiej.

 

Chciałbym dołożyć do występów inne liczby – bramkę lub asysty. Byłbym szczęśliwy, gdyby w tej rundzie udało mi się to zrobić i wierzę, że w lidze będę spisywał się dużo lepiej. Przed nami dziewięć naprawdę ważnych meczów. Musimy pozostać skoncentrowani i zrobić wszystko, aby zachować naszą pozycję wyjściową i utrzymać się w ósemce.

 

 

Szkoleniowiec lubi uniwersalnych zawodników, którzy mogą grać na kilku pozycjach. Tobie zdarza grać się na „szóstce” i „ósemce”. Nie przeszkadzają ci  te zmiany?

 

- Na obu pozycjach czuję się dobrze i mogę tam grać. W środku pola często dochodzi od rotacji. Wiele zależy też od taktyki. Czasem grasz dwoma defensywnymi pomocnikami, a czasem w "rombie". Musisz się dostosować i wykonywać polecenia trenera.

 

 

Gdzie widzisz swój najmocniejszy punkt? Trener często podkreśla, że odbiór piłki jest twoim dużym atutem.

 

- Moim zdaniem środek pola, to serce drużyny. Musimy być łącznikami pomiędzy obroną a atakiem. To bardzo ważny punkt, który niemal cały mecz musi być w ruchu i dużo biegać. Do moich zadań należy przede wszystkim czytanie gry. Musisz odpowiednio się ustawiać, żeby jak najszybciej zareagować. Trzeba też szukać podań do przodu, a jeśli grasz na pozycji numer sześć do zazwyczaj jesteś zobowiązany do zatrzymywania ataków rywali.

 

 

Odpowiada ci model pracy pod wodzą Gino Lettieriego? Ciężka praca przynosi oczekiwane efekty?

 

- Każdy trener ma własny styl, ale dzięki temu zawodnicy wciąż uczą się nowych rzeczy. Gino mówi bardzo dużo o taktyce i odpowiednim przygotowaniu fizycznym. W tej lidze to niezwykle istotne, bo kolektyw zazwyczaj stanowi o sile drużyn.

 

Po stronie rywala możesz znaleźć dwóch lub trzech zawodników o dużych umiejętnościach indywidualnych, ale jeśli druga drużyna jest dobrze ustawiona na boisku, to będzie w stanie go zatrzymać. Tutaj nie możesz wiele dryblować. Miniesz jednego lub dwóch zawodników i bardzo szybko szukasz optymalnego podania. U Gino taktyka jest kluczem. Jedenastu zawodników musi pracować na boisku tak, aby stworzyć jeden organizm. Każdy się wspiera. Jeśli ktoś straci piłkę, kolega musi ją odebrać. Pozytywne nastawienie całej drużyny jest niezwykle ważne w mojej ocenie.

 

 

 

Tobie udało się rozwinąć pod wodzą szkoleniowca Korony?

 

- Każdy trener ma inne wymagania wobec zawodników. Wiele zależy od taktyki i rywala. Czasem mam za zadanie wchodzić w pojedynki jeden na jeden, innym razie skupiać się głównie na odbiorze i wspieraniu zadań defensywnych. Oczywiście, czuję, że się rozwinąłem, jak każdy zawodnik w naszej drużynie. Najważniejsze, że na boisku wyglądamy jak jeden organizm. Tworzymy kolektyw i nie mówię tylko o pierwszej jedenastce, ale o całej 28-29 osobowej kadrze. To przenosi się na wyniki. Chyba nikt nie spodziewał się, że Korona może być tak wysoko w tabeli.

 

 

Na obozie w Turcji dobrze wyglądała twoja współpraca z Ognjenem Gnjaticiem w środku pola. To z nim najlepiej ci się współpracuje?

 

- Według mnie „Żuber”, Gnjatić, „Ceba” czy Wato, to bardzo utalentowani zawodnicy. Jestem bardzo dumny, że mogę grać z nimi na boisku. Dla mnie najważniejsza jest drużyna. Czasem gram ja, innym razem inni wychodzą na boisko i muszę to uszanować. Najważniejsze nie jest to, z kim tworzysz duet w środku. Wierz mi, że Korona posiada bardzo dobrych zawodników. To dla mnie wielka przyjemność, gdy wychodzę na boisko i mogę z nimi walczyć o zwycięstwo.

 

 

 

Kibice zastanawiali się czego mogą się spodziewać po Koronie na początku rundy. Świetny okres w Turcji przeplatał się z przegranymi sparingami w Polsce.

 

- Staraliśmy się dobrać odpowiednią taktykę do Arki. Ludzie patrzą na przegrane mecze towarzyskie i zaczyna ich frustrować nasza dyspozycja, ale pamiętajmy, że te spotkania nie są najważniejsze. Przykładem może być nasz letni obóz – w okresie przygotowawczym przegraliśmy prawie każdy mecz towarzyski, ale w lidze mieliśmy całkiem udany początek.

 

W starciach testowych trener próbuje dostosować taktykę, najlepsze ustawienie oraz podstawową jedenastkę, a każdy z nas będzie o nią walczył nawet już po okresie przygotowawczym.

 

Ludzie patrzą na wynik i widzą przegraną, ale nie wiedzą, jak wiele rzeczy miało na to wpływ. Z Puszczą graliśmy na sztucznej murawie. Sprawdzaliśmy schematy, które mogą się sprawdzać w meczu z Arką. Stwarzaliśmy sobie wiele szans i mecz mógł skończyć się innym wynikiem. Taka jest jedna piłka. Każdy moment może odwrócić wynik spotkania.

 

 

Wiele pozytywnych głosów na twój temat spływało po obozie w Turcji. Czujesz, że przed tobą najlepszy czas w Koronie?

 

- (śmiech)... Tego nie wiesz nigdy. Czuję się bardzo dobrze. W Turcji pracowaliśmy naprawdę ciężko. Czasem nogi odmawiały już posłuszeństwa, ale trzeba było walczyć z bólem. Zmęczenie na szczęście już za nami.

 

To jak będą spisywali się poszczególni zawodnicy zależy od naszych pierwszych spotkań. Wiele można zaprzepaścić jeśli przegramy na początku w kilku starciach. Przed meczem nigdy nie możesz być pewien, jakim wynikiem on się skończy.

 

Czasem grasz lepiej, czasem przytrafi się taki mecz, że niewiele ci wychodzi, ale najważniejsze, aby każdy, kto wychodzi na boisko dał z siebie sto procent. To najważniejsze dla kibiców oraz klubu. Jestem pewien, że jeśli tak będzie, to wyniki przyjdą.

 

 

Zimą klub opuścił Mateusz Możdżeń, Zlatko Janjić i Djibril Diaw. Korona może mieć problem w rundzie rewanżowej?

 

- To byli ważni zawodnicy, ale taki jest futbol. Musimy z tym żyć. W każdym okienku piłkarze odchodzą, a inni przychodzą. Wczoraj był to "Djib", jutro to mogę być ja lub ktokolwiek inny - nigdy tego nie przewidzisz. Musimy zaakceptować, że tak wygląda nasza praca. Spójrzmy z innej perspektywy. Teraz wzmocniło nas dwóch bardzo obiecujących graczy. „Ogi” świetnie wkomponował się w zespół i jest naszym ważnym punktem, a Joonas [Tamm – przyp.red.] szybko powinien włączyć się do walki o skład. Nasza drużyna jest bardzo mocna.

 

Wzmocnienia możesz też wychować. Zaczynają z nami coraz częściej trenować młodzi chłopcy. Może forma któregoś z nich wystrzeli w górę i będzie naszym kolejnym silnym punktem.

 

Rozwiązań jest wiele, ale ja wiem, że jesteśmy silnym zespołem. W futbolu zawsze trafiają się lepsze i gorsze momenty. Jeśli przytrafi się dołek, jako drużyna musimy być pewni swoich umiejętności i przezwyciężyć problem.

 

 

W ubiegłym tygodniu świętowałeś 28 urodziny. Wszystkiego najlepszego! Czego mogą życzyć ci kibice Korony?

 

- Dziękuję!  Chciałbym, aby wszyscy kibice byli pozytywnie nastawieni i wspierali nas. Tak jak mówiłem – porażki w sporcie są nieuniknione. Przychodzą też wygrane. Nie można skupiać się tylko na tym. Powinniśmy cieszyć się z futbolu.

 

Kibicom życzę, aby wkładali serce w to, co robią. I chciałbym, aby się uśmiechali! Kiedy widzę uśmiech drugiej osoby i jej szczęście od razu poprawia się też moje nastawienie.

 

Dla mnie najważniejsze jest dobre nastawienie, a jeśli mamy problemy, to najważniejsze, abyśmy rozwiązywali je wspólnie. Tak też dzieje się w Koronie i mogę obiecać, że zrobię wszystko, abyśmy osiągali wspólnie jak najlepsze wyniki!

Strefa sponsora

Partner strategiczny
Sponsor główny
Sponsor premium
Sponsor techniczny
Dostawca usług medycznych
Sponsorzy
Partnerzy
Patroni medialni
Zamknij
Zamknij
Zamknij

Szanowni Państwo, Nasza strona używa plików cookies w celu ułatwienia Państwu korzystania z naszego serwisu i w celach statystycznych. Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Aby dowiedzieć się o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce zapoznaj się z polityką cookies Polityka prywatności Akceptacja