Promo banner
Sponsor Miasto Kielce

| Wywiad

Z Opalenicy Krzysztof Węglarczyk

Wstawię głowę tam, gdzie inni nie włożą nogi

Grzegorz Szymusik po rocznym wypożyczeniu do Warty Poznań wraca do Korony Kielce. 21-letni prawy obrońca walczy o miejsce w podstawowym składzie żółto-czerwonych. Porozmawialiśmy w Opalenicy z naszym zawodnikiem. Jak sam przyznaje - rywalizacja o pozycję prawego obrońcy przed startem rozgrywek jest bardzo zacięta. Zapraszamy do rozmowy.

 

Sporo mówiło się o tobie na początku okresu przygotowawczego. Po odejściu Bartka Rymaniaka na prawej stronie obrony zrobiło się miejsce, które możesz zająć.

 

Grzegorz Szymusik: - Następca Bartosza Rymaniaka? Być może rzeczywiście ludzie postrzegają to w ten sposób. Ja podchodzę do tego z dużą pokorą. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby w Koronie stawać się coraz lepszym piłkarzem. Postaram się rozegrać jak najwięcej minut i wierzę, że kibice, trener, drużyna i zarząd będą zadowoleni z tego, co zaprezentuję.

 

 

Przepis o młodzieżowcu zwiększa twoje szanse na grę.

 

- Mam szczęście, że ten przepis obejmuje także mój rocznik. Z drugiej strony to nie sprawia, że mogę się zatrzymać i ktoś podaruje mi miejsce w składzie. Rywalizacja jest duża. To dobrze, dzięki temu stajemy się lepszymi zawodnikami. Nie zamierzam spoczywać na laurach.

 

 

Jak czujesz się po powrocie z wypożyczenia do Warty?

 

- Dobrze. Drużyna przyjęła mnie naprawdę fajnie. Nie ma w szatni osób odstających od grupy. Za mną dobry sezon, który pozwolił mi się rozwinąć. Teraz muszę skupić się na przygotowaniach z Koroną. Spodziewałem się, że treningi na zgrupowaniu w Opalenicy będą ciężkie, więc nie jestem zaskoczony. Będąc szczerym podczas obozów przygotowawczych w Warcie Poznań też nie było taryfy ulgowej.

 

 

Szybko pokonujesz kolejne stopnie w swojej karierze. Dwa lata temu byłeś wyróżniającym się młodzieżowcem w drugiej lidze. Ostatni rok na zapleczu Ekstraklasy też można chyba zaliczyć do udanych – w sumie 26 występów.

 

- Na pewno ten przeskok z drugiej do pierwszej ligi pozwolił mi zrobić krok do przodu. Gra na zapleczu Ekstraklasy jest mocniejsza, bardziej agresywna i szybsza. Trenując na początku poprzedniego sezonu z Koroną odczułem, że w Ekstraklasie trzeba dawać z siebie jeszcze więcej. Teraz to się potwierdza. Tutaj poziom jest jeszcze wyższy.

 

 

 

Kariera nabiera rozpędu. A kiedy po raz pierwszy pomyślałeś, że bycie profesjonalnym piłkarzem jest marzeniem zupełnie realnym?

 

- To było chyba w momencie, gdy podpisałem pierwszy profesjonalny kontrakt. Zawsze chciałem grać w piłkę, a wówczas dostałem szansę, dzięki której w stu procentach mogłem skierować życie w tym kierunku. Z perspektywy czasu wiem, że było warto.

 

 

Z Koroną związałeś się pod koniec letniego okienka w 2018 roku. Spodziewałeś się, że w wieku 20 lat podpiszesz kontrakt z klubem Ekstraklasy?

 

- Szczerze? Nie. Grając jeszcze w Błękitnych rozmawiałem z menagerem i słyszałem, że pytają o mnie kluby z pierwszej ligi. Nie spodziewałem się jednak, że ktoś z Ekstraklasy już się po mnie zgłosi. Oferta Korony była dla mnie zaskoczeniem, ale zarazem ogromną szansą na to, aby zaprezentować się na wyższym poziomie. Będę starał się to wykorzystać. Podchodzę do tego z dużym spokojem i przede wszystkim z szacunkiem. Wiem gdzie jestem i dzięki komu tutaj trafiłem.

 

 

O kim mówisz?

 

- Wiele zawdzięczam rodzicom. Bardzo dużo mi pomagali w trudnych chwilach. Teraz moim największym oparciem jest narzeczona. Zawsze mogę na niej polegać i liczyć na wsparcie. Pewnie to jej się najbardziej obrywa i musi mnie znosić, kiedy przegrywamy (śmiech). Staram się to wynagradzać. Jestem bardzo szczęśliwy, że ją mam.

 

 

Ponoć za karierą każdego piłkarza stoi mądra kobieta.

 

- Tak może być (śmiech). Kobiety muszą tonować nastroje piłkarzy. Nie można odfrunąć. Ogólnie druga osoba jest w życiu bardzo potrzebna.

 

 

Sądzę, że dużo zawdzięczasz też sobie. Różne pokusy krążą nad młodymi osobami, jednak w tobie musiało być sporo dojrzałości i samozaparcia, aby postawić na sport. Tym bardziej, że podobno niełatwo było ci się dostać na trening.

 

- Ciężko było zgrać się czasowo z autobusem, którym mógłbym dotrzeć do Stargardu, a rodzice nie mieli prawa jazdy. Brało się rower i trzeba było jechać 10 km (śmiech). Tak było w czasach gimnazjalnych.

 

 

To pewnie wykuwa charakter. To wypracowane zaangażowanie procentuje w piłce, bo tutaj również przejawiasz ogromną wolę walki.

 

- Dużo nadrabiam zaangażowaniem i ciężką pracą. Nigdy nie chcę odpuścić choćby centymetra na boisku i nie ma dla mnie przegranych piłek. Wstawię głowę tam, gdzie inni nie wstawią nogi. Taki jestem i staram się to wykorzystać.

 

 

Zanim dołączyłeś do pierwszej drużyny Błękitnych, z boku przyglądałeś się ich romantycznej przygodzie w Pucharze Polski. Cenna lekcja?

 

- Rzeczywiście przyszedłem do pierwszej drużyny po sukcesie w Pucharze Polski. Tamten wynik pokazał, że ciężka praca przynosi efekty. Na treningach całe życie pracowałem bardzo na sto procent, to zostało do dzisiaj. Uważam, że dzięki temu jestem tu – w Koronie Kielce.

 

 

Skoro w dwa lata zaliczyłeś awans sportowy z II ligi do Ekstraklasy, to co z tobą będzie za kolejne dwa?

 

- Az tak daleko w przyszłość nie wybiegam. Skupiam się, aby jak najwięcej minut rozegrać w barwach Korony w Ekstraklasie. W spokojnym tempie i z pokorą. Mam nadzieję, że kariera będzie dobrze przebiegać, a zdrowie pozwoli, że jeszcze długie lata będę występował – czy to w Polsce, czy zagranicą.

 

 

Rozmawiał Krzysztof Węglarczyk

Strefa sponsora

Partner strategiczny
Sponsor główny
Sponsor premium
Sponsor techniczny
Dostawca usług medycznych
Sponsorzy
Partnerzy
Patroni medialni
Zamknij
Zamknij
Zamknij

Szanowni Państwo, Nasza strona używa plików cookies w celu ułatwienia Państwu korzystania z naszego serwisu i w celach statystycznych. Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Aby dowiedzieć się o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce zapoznaj się z polityką cookies Polityka prywatności Akceptacja