Promo banner
Sponsor Miasto Kielce

| Wywiad

Z Opalenicy Krzysztof Węglarczyk

Nutka szaleństwa cechuje dobrych bramkarzy

Nowy sezon to nowa rywalizacja. O miejsce między słupkami Korony Kielce walczy czterech bramkarzy. Dwóch z nich to nowe twarze w żółto-czerwonych barwach. Kto z nich prezentuje się najlepiej? Kto ma największe szanse na grę w Ekstraklasie? Porozmawialiśmy o tym z człowiekiem, który o naszych golkiperach wie zdecydowanie najwięcej! Zapraszamy do rozmowy z trenerem bramkarzy, Mirosławem Dreszerem.

Trener rozpoczyna kolejny sezon mając pod swoimi skrzydłami nowe postaci. 

Mirosław Dreszer: - To prawda, natomiast nie mogę powiedzieć, że jest to dla mnie jakiś duży dyskomfort. Byłoby miło poprowadzić jednego bądź dwóch bramkarzy przez kilka sezonów. W ostatnich latach w Koronie pojawiają się nowi golkiperzy rokrocznie i pracujemy nad tym, aby się rozwijali.

 

 

Jak nasi bramkarze spisywali się w pierwszych testowych meczach?

- Kibice dużą uwagę zwracają na wyniki. Jeśli w jednym meczu tracimy dwa gole, a w kolejnym trzy, to komentarze są pewnie krytyczne i mówi się, że mamy do czynienia ze słabymi bramkarzami. Ostatnio graliśmy z Hiszpanami. Rywale oddali trzy strzały i straciliśmy trzy gole, ale trudno jest mi obarczać winą Lukę Kukicia. Ktoś oglądał z boku spotkanie i powie – dostał trzy bramki, nie potrafi bronić. Każdą sytuację trzeba jednak rozpatrywać analitycznie. Pierwszy gol wpadł po strzale z bliska, gdzie bramkarz dobrze zareagował, ale piłka leciała przy słupku i jej nie sięgnął. Drugi w sytuacji sam na sam, a trzeci po strzale w okienko – majstersztyk. Luka pięknie wyszedł w górę, ale niestety nie sięgnął piłki.

 

Ocena nie jest prosta, a na rozwój zawodnika trzeba patrzeć długofalowo. Nie mam na treningach czarodziejskiej różdżki, którą uderzę w ręce bramkarza i nagle zacznie łapać każdą piłkę. Jednoznacznej recepty nie ma. Potrzebna jest ciężka praca.

 

 

 

Patrząc na pierwsze treningi można stwierdzić, że nasi bramkarze dadzą w między słupkami dużą jakość?

- Szkolenie to zawsze jest proces i potrzeba cierpliwości, szczególnie na tej pozycji. Nie można powiedzieć po dwóch treningach, że wszystko jest już doskonałe. I w drugą stronę – nie można nikogo skreślać. Za przykład mogę podać Pawła Sokoła. W zeszłym roku o tej porze też byliśmy na obozie, a Sokół wrócił do Korony z Manchesteru City. Miałem w głowie, że będzie super bramkarzem, ale to nie jest takie proste. Wiele czynników decyduje o tym, w jakiej jesteś formie. Pawłowi może wydawało się, że przychodzi z wielkiego klubu i tutaj wszystkich pozamiata. Życie okazało się brutalne i potrzebował roku, aby pewne sprawy zrozumieć. Roku. To bardzo dużo. Ale należy też podkreślić, że chciał pracować i w tym czasie bardzo wiele zrozumiał. Krok po kroku idzie do przodu.

 

 

Co trener może powiedzieć o nowych bramkarzach?

- Kukić ma wiele cech wspólnych z Alomeroviciem. Ze Zlatanem bardzo fajnie mi się trenowało. To dobry bramkarz i świetny człowiek, a do tego dobrze wykonywał swoją robotę. Kukić ma podobne zalety. Jest bardzo sumienny i chce się uczyć. Pewne rzeczy są dla niego nowością – nigdy nie trenował z tarczą, czy gumą. Stara się i pokazuje swoje najmocniejsze strony. Najlepiej, gdy bramkarz broni na zero, czego ostatnio nam jeszcze brakowało. Wówczas po kilku meczach zyskuje się dużą pewność. Odnosi się to do każdego z moich zawodników.

 

Jest też Marek Kozioł, który zeszły sezon spędził w pierwszej lidze i był jedną z wyróżniających się postaci rozgrywek. Tutaj czekają na niego nowe wyzwania, które zweryfikują pewne sprawy. Jest w dobrym wieku jak na bramkarza. Ma 30 lat, przed nim jeszcze 4-5 sezonów bronienia na wysokim poziomie. Wchodzi na wyższy poziom – może grać w Ekstraklasie. Ma świetne warunki, które powinien wykorzystywać. Przed nim wiele pracy, aby stać się „jedynką” w Koronie. To na pewno dla niego szansa, aby pokazać się przed szerszą publicznością. Jak sobie z tym poradzi? Oczekiwania są na pewno wysokie. Musi stawać się coraz lepszy i korygować swoje nawyki na boisku, które nie zawsze mogą mu pomóc.

 

 

Balans pomiędzy młodością a doświadczeniem w szeregach bramkarzy jest dobrze rozdysponowany. Obok doświadczonych golkiperów są też dwaj młodzi zawodnicy.

- Kuba Osobiński w ostatnim roku zrobił bardzo duży krok do przodu. Szkoda, że w końcówce sezonu nie dostał szansy, aby zagrać w Ekstraklasie. Chcieliśmy go pokazać, ale stało się inaczej. Bez względu na to, cieszy mnie, że młodzi zawodnicy – „Oso”, Sokół, czy młody Dudka, który został w Kielcach – dawali z siebie maksimum w minionych rozgrywkach. Grali w rezerwach lub Centralnej Lidze Juniorów i nie mam zarzutów do ich zaangażowania. Bardzo pomogli w awansie do III ligi i mistrzostwie Polski juniorów.

 

Każdy z nich podszedł do swojej pracy profesjonalnie, a schodząc z pierwszej drużyny na zaplecze, nie czuli się lepsi od pozostałych. Nie lekceważyli zespołu. Te sukcesy w rezerwach i mistrzostwo juniorów były czymś, na co moi zawodnicy na pewno zasłużyli. Swoją pracą pokazali, że warto w nich inwestować. Teraz każdy z nich musi jak najwięcej grać, aby wciąż się rozwijać.

 

 

Trener bramkarzy musi być również psychologiem. Nie jest łatwo utrzymać zawodników w formie, gdy tylko jeden z nich może wyjść na boisko w pierwszej drużynie.

- Kwestia mentalna u bramkarza jest bardzo ważna. Jestem dobrym obserwatorem i umiem rozeznać, czy bramkarz ma problem, bądź jest zmęczony. Rzeczywiście jako trener trzeba być psychologiem, a dla młodzieży również nauczycielem.

 

Nie jest też tak, że jeśli któryś z zawodników grał w meczach poza pierwszą drużyną, to był przeze mnie lekceważony. Byłem w stałym kontakcie z trenerem Grzesikiem i Mierzwą. Analizowaliśmy występy bramkarzy – ich mocne i słabe strony. Dobrze, że jest ciągła współpraca między nami. Wnioski można wyciągnąć na przykładzie Michała Miśkiewicza. Długo bronił w rezerwach, gdzie spisywał się bardzo dobrze. Gdy Hamrol doznał kontuzji i otworzyła się dla niego furtka byłem pewny, że poradzi sobie w pierwszej drużynie. Był w rytmie meczowym. W czterech meczach bronił bardzo dobrze. W trzech był wyróżniającym się zawodnikiem. Szkoda meczu z Sosnowcem i Wisłą, które zniweczyły całą dobrą i bardzo ciężką pracę. Takie jest niestety życie bramkarza. Nie możesz być nigdy pewnym tego, że wszystko pójdzie po twojej myśli. Musisz pewnie stąpać po ziemi, bo piłka nożna weryfikuje bardzo szybko, zwłaszcza bramkarza. Zawodnik z pola popełni błąd i nic się nie dzieje. Gdy golkiper się pomyli od razu może spodziewać się krytyki.

 

Życzę sobie tylko tego, żeby ci, z którymi teraz pracuję pokazali, że są dobrymi bramkarzami. Dużo rozmawiamy i wiedzą, że mają ku temu predyspozycje. Muszą jak najwięcej grać.

 

 

Przez dwa lata pracy w Koronie jest trener zadowolony z rozwoju swoich podopiecznych?

- Dla mnie najważniejsze, aby bramkarz bronił na zero, czyli wykonywał pracę bez zarzutu. Jeśli puści w meczu gola, albo dwa, to się oczywiście wpisuje w ten zawód. Strzelimy jedną bramkę więcej i wszyscy będziemy się cieszyć. Super, gdyby tak było zawsze. Wielu bramkarzy w naszej lidze popełniało proste błędy, po których wpadały bramki, jak chociażby wyplucie piłki przed siebie. U nas przez dwa sezony nie potrafię wskazać takiej sytuacji. I to jest właśnie ciężka praca i automatyzm, który w bramkarzu się wyrabia. Dużo trenujemy, pot leje się na treningach, a ja nie należę do łatwych trenerów. Wyznaję zasadę, że im więcej będziesz pracował, tym łatwiej będzie ci się broniło. Nie ma więc mowy o taryfie ulgowej.

 

Uważam, że trening powinien zawsze cieszyć zawodnika. Możemy robić różne cuda, które w meczu nie przyniosą efektu. Staram się więc urozmaicać zajęcia, aby nie wkradła się rutyna. To pozwala rozwijać się im oraz mnie. Każde zajęcia mają być niespodzianką i nagrodą. Odnoszę się do sytuacji meczowych, aby później między słupkami czuli się pewnie.

 

 

Obsada bramki w ostatnich latach często była niewiadomą. W ciągu dwóch sezonów pana pracy w Kielcach już pięciu bramkarzy stawało w bramce Korony. Żaden z nich raczej nie zawodził.

- Przede wszystkim nie można szufladkować wszystkich. Wejść do szatni i powiedzieć: „ty jesteś jedynką, ty dwójką, ty trójką”. Każdy pracuje na swoje nazwisko, każdy chce bronić w Ekstraklasie i nikogo nie skreślamy. Ta piątka bramkarzy dostawała szanse, aby móc się pokazać szerszej publiczności. Trener Lettieri jest takim człowiekiem, że patrzy na całą kadrę i nie zamyka się tylko na pierwszego bramkarza. Rozmawiamy i staramy się rzetelnie oraz sprawiedliwie rozdzielać miejsce w bramce. Wiadomo, że jeśli golkiper będzie sprawował się bez zarzutu, to będzie bronił 5 lat bez przerwy we wszystkich meczach. Nie widzę przeciwwskazań. Musi jednak na to zasłużyć i udowadniać swoją grą, że warto to robić.

 

 

 

Jak zmotywować do pracy bramkarza, który dostaje niewiele szans na grę w pierwszej drużynie?

- Przerabiałem to w Koronie Kielce w pierwszym sezonie. O miejsce walczyli Alomerović i Gostomski, a Hamrol był numerem trzy. Widziałem jego zniechęcenie i dezaprobatę. Dużo z nim rozmawiałem. Powtarzałem, że musi wziąć się w garść, bo może w każdej chwili stanąć w bramce. Robił sobie pod górkę zamiast być przygotowanym. Po sezonie Matthiasowi otworzyły się drzwi do grania. Na pierwszym treningu w nowym sezonie sam przyszedł na rozmowę. To była krótka piłka. Albo podporządkowuje się zasadom i wykonuje moje polecenia w stu procentach, albo za miesiąc nie ma go w pierwszej drużynie. Przystał na warunki i to przyniosło efekt. Zrobił postęp i zaczął grać, bywał mocnym punktem zespołu.

 

 

W ostatnich latach Korona miała szczęście do bramkarzy. Wiele uznanych nazwisk przewijało się przez kielecką bramkę.

- Życzyłbym sobie, aby w Koronie Kielce był taki bramkarz jak Milan Borjan. Słyszałem o nim bardzo dobre opinie, oglądałem kilka jego spotkań i widziałem, że to bardzo fajny chłopak. Tacy zawodnicy trafiają się jednak raz na dekadę. Trzeba szukać wzmocnień, ale jest to bardzo trudny temat. Rynek jest penetrowany przez masę agentów i lepsze kluby niż Korona. Lepsi bramkarze mogą trafiać do topowych klubów w Polsce, jak Alomerović czy Gostomski. Ten pierwszy wywalczył Puchar Polski spisując się bardzo dobrze mimo silnej konkurencji w postaci Kuciaka. Drugi dostał szansę w Cracovii, gdzie bronił dobrze aż do momentu, gdy się zagubił.

 

Szkoda, że w Kielcach minąłem się z Michalem Peskoviciem. Prowadziłem go w przeszłości w Polonii Bytom i był jednym z najbardziej solidnych bramkarzy z jakimi miałem okazję pracować. Z tego co wiem nie szło mu tu za bardzo. Nie wszyscy byli z niego zadowoleni i rozstał się z klubem. Szkoda, że nie dostał jeszcze kolejnych 12 miesięcy.

 

 

Borjan miał w sobie sporo szaleństwa. To chyba zgrywa się z tym powiedzeniem, że każdy bramkarz musi być trochę wariatem.

- Słyszałem, że gość potrafił zajść za skórę i nie był raczej typem wzoru, ale ta nutka szaleństwa rzeczywiście pomaga i cechuje dobrych bramkarzy. Borjan to miał. Teraz odrobinę brakuje mi tej iskry. Czekam na nią zwłaszcza u Marka Kozioła. Luka też jest raczej spokojny. Chyba najbliższej do tego opisu Sokołowi. Idzie dobrą drogą.

 

Na pewno łatwym charakterem nie był też Maciek Gostomski. Rozmawiałem z pewnym trenerem, który powiedział mi: „dobrze ci radzę, nie idź tą drogą. Już kilkukrotnie pracowałem z „Gostomem” i za każdym razem nie dawałem sobie z nim rady”. Ale ja lubię takie osobowości. Widziałem coś w Maćku i chciałem z nim pracować. Rzeczywiście, ta współpraca kosztowała wiele pracy, motywacji, stanowczej mobilizacji, ale udało mi się do niego dotrzeć i odpłacił się dobrą postawą na boisku. To bardzo fajny chłopak. Po kilku miesiącach zadzwonił do mnie ten trener i powiedział: „chapeau bas, dałeś sobie z nim radę i świetnie broni”. Przeszedł do Cracovii. Znam trenera Probierza i jestem pewien, że nie wziąłby go na piękne oczy, tylko coś w nim widział. To, że się pogubił jest właśnie kwestią odpowiedniego podejścia. Trzeba do zawodników dotrzeć.

 

 

Wiem, że może być za wcześnie na takie wnioski, ale ma pan w głowie już nazwisko bramkarza, który wyjdzie w pierwszym składzie na mecz z Rakowem? 

- Na dzisiaj nie mam. Życzyłbym sobie, aby był to… I tu mam w głowie nazwisko (śmiech). Natomiast jest za wcześnie. Obserwuję wszystkich, zawodnicy grają w sparingach, aby mogli się sprawdzić. Póki co, stawiam znak zapytania. Wszyscy ciężko pracują i na dzisiaj nie podejmuję ostatecznej decyzji. W głowie mam jeden typ. Rozmawiamy z Gino i myśli podobnie, a czy wykorzysta on szansę… Zobaczymy!

 

 

Rozmawiał Krzysztof Węglarczyk

Strefa sponsora

Partner strategiczny
Sponsor główny
Sponsor premium
Sponsor techniczny
Dostawca usług medycznych
Sponsorzy
Partnerzy
Patroni medialni
Zamknij
Zamknij
Zamknij

Szanowni Państwo, Nasza strona używa plików cookies w celu ułatwienia Państwu korzystania z naszego serwisu i w celach statystycznych. Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Aby dowiedzieć się o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce zapoznaj się z polityką cookies Polityka prywatności Akceptacja