Promo banner
Sponsor Miasto Kielce

Archiwum

Musimy się jeszcze dużo uczyć

- W pierwszej połowie oddaliśmy 17 strzałów na bramkę, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać i przez to przegraliśmy. Myślę, że jakby to spotkanie trwało nawet godzinę dłużej, to też nic byśmy nie strzelili – mówił Gino Lettieri po przegranej z Arką.

Leszek Ojrzyński: - Przede wszystkim chciałem podziękować drużynie, która zagrała dobry mecz. Po ostatnim  wyjazdowym starciu nie było u nas wesoło. Do tego chłopcy wiedzieli, że odkąd odszedłem z Korony, to przegrałem tu trzy spotkania. W końcu jednak ten stadion zastał odczarowany. Szkoda, że następny mecz jest rak szybko, bo we wtorek, dlatego nie można się dłużej pocieszyć. Mieliśmy dużo sytuacji, nie tylko tych bramkowych. Drużyna gospodarzy jednak też miała swoje okazje, dlatego mecz mógł się podobać publiczności. Cieszymy się też, że zagraliśmy na zero z tyłu. Teraz przyjeżdża do nas lider. Niestety straciliśmy jednego zawodnika, bo problemy z kręgosłupem miał Adam Danch. Te zwycięstwo dedykujemy masażyście Markowi Latosowi, który na ławce rezerwowej o mało co nie zszedł na zawał. Dzisiaj ma urodziny, więc chłopaki na pewno zaśpiewają mu w autokarze piosenkę. Musimy się szybko cieszyć, bo następne mecze przed nami.

To spotkanie miało różne fragmenty. Na początku chcieliśmy poczekać co zrobią gospodarze, dlatego od pierwszej minuty wyszedł Siemaszko, który jest bardziej ruchliwy. Już w 15. minucie mógł nam dać prowadzenie. Na szczęście potem nadrobił zaległości. Po strzeleniu bramki graliśmy już odważniej. Stać nas było, żeby dać z siebie maxa i nie myśleć o następnych spotkaniach. To było widać na boisku. Były takie sytuacje, gdzie 4 lub 5 naszych zawodników wbiegało w pole karne. Koronę mogło zaskoczyć to, że po raz pierwszy na prawej stronie zagrał Mateusz Szwoch, a Adam Danch na środku pomocy. Obaj zagrali bardzo dobre zawody.

 

Gino Lettieri: - Duże słowa uznania należą się dla Arki, która wygrała zasłużenie. Dzisiaj na boisku było widać to, o czym mówiliśmy przez ostatnie parę tygodni. Musimy się jeszcze dużo uczyć. Przeciwnik pokazał nam naszą granicę. Nie będziemy się jednak długo smucili, bo do tej pory graliśmy dobrą rundę. Zdarzają się takie mecze. Teraz będziemy pracować, żeby to poprawić. Pierwsze dwie bramki w zasadzie strzeliliśmy sobie sami. Przy 0:1 był błąd, a przy drugim golu mur nie powinien się rozchodzić. Z drugiej strony w pierwszej połowie oddaliśmy 17 strzałów na bramkę, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać i przez to przegraliśmy. Myślę, że jakby to spotkanie trwało nawet godzinę dłużej, to też nic byśmy nie strzelili. 

Mateusz Kępiński

Strefa sponsora

Partner strategiczny
Sponsor główny
Sponsor premium
Sponsor techniczny
Dostawca usług medycznych
Sponsorzy
Partnerzy
Patroni medialni
Zamknij
Zamknij
Zamknij

Szanowni Państwo, Nasza strona używa plików cookies w celu ułatwienia Państwu korzystania z naszego serwisu i w celach statystycznych. Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Aby dowiedzieć się o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce zapoznaj się z polityką cookies Polityka prywatności Akceptacja