Sponsor Miasto Kielce

| Briefing

Ziarnko zakwitło. Teraz trzeba je pielęgnować

- Nie ma co mówić dużo słów i składać obietnic, bo to mija się z celem. Trzeba przyjść jutro do klubu i od godziny 8.00 ciężko pracować. To zasiane ziarnko, które zakwitło, trzeba teraz pielęgnować. Nie przyszedłem tu burzyć, a budować nowe elementy. Wszystko po to, żeby przyszły lepsze wyniki, których wszyscy od nas oczekują – powiedział trener Mirosław Smyła na swojej premierowej konferencji prasowej w Koronie Kielce.

 

Na spotkaniu prasowym na pytania dziennikarzy odpowiadali też prezes Krzysztof Zając i trener Sławomir Grzesik, który wraca do prowadzenia drugiego zespołu Korony. - Na początku chciałem podziękować trenerowi Grzesikowi, który wykonał super robotę. W ciągu dwóch tygodni zmienił oblicze tej drużyny. Dzięki temu trener, który przejmuje zespół ma łatwiejsza pracę, niż gdyby przejmował zespół bezpośrednio po Gino Lettierim. Dziękuję i życzę jak najszybszego skończenia kursu UEFA Pro. Trener Grzesik dalej będzie prowadził drugą drużynę, która niespodziewanie jest liderem III ligi – powiedział prezes Zająć, który następnie przedstawił nowego szkoleniowca. – Z Mirosławem Smyłą podpisaliśmy kontrakt o długości jednego roku z ewentualną możliwością przedłużenia. Nie był to łatwy wybór, ale szkoleniowiec przekonał nas swoim stylem pracy oraz wieloma innymi rzeczami, które są niezbędne w dalszym rozwoju zespołu – zdradził sternik kieleckiego klubu.

 

Bardzo pochlebnie o pracy tymczasowego szkoleniowca wypowiedział się także Mirosław Smyła. - Chciałbym też podkreślić pracę, którą przez dwa tygodnie wykonał trener Grzesik. Mieliśmy okazję do porozmawiania już po meczu z Wisłą, kiedy jeszcze było sporo emocji. Widać było, że zespół chciał, było widać zalążek budowania czegoś nowego. Mam wieloletnie doświadczenie w zawodzie i wiem co to znaczy. Trener Grzesik spełnił oczekiwania i nie wyobrażam sobie, żeby go tu nie było. Mamy ustaloną współpracę i myślę, że będę mógł mieć wsparcie szkoleniowca – wierzy nowy trener.

 

 

Mirosław Smyła nie obawia się wielonarodowościowej szatni, z którą będzie miał do czynienia w naszym klubie. - W tej szatni będzie obowiązywał język polski. Jesteśmy w naszym kraju, a nie ma języka europejskiego. Język polski wraca do Korony – stwierdził stanowczo.

 

- Naszym celem jest zdobywanie punktów. Ustalony mikrocykl będzie przebiegał według planu, z moimi drobnymi korektami. Przygotowana też jest analiza gry, którą dzisiaj będziemy omawiać. Gwarancję można dawać na lodówki i telewizory, a nie na ludzi. Taktykę ustala się do tego, co ma się w szatni. Piłkarzom trzeba pozwolić grać. Miałem przyjemność obserwować zespół w sparingu z Rakowem. Tam już były symptomy gry zespołowej. Z Wisłą wyglądało to jeszcze lepiej. Jeśli udało się to poprawić w tak krótkim czasie, to jak to będzie wyglądało w dłuższej perspektywie? – retorycznie pytał trener.

 

Skoro trener Grzesik nie będzie asystentem trenera pierwszego zespołu, to jak będzie wyglądał sztab szkoleniowy? - Wnikliwie analizujemy sztab. Trzeba to mądrze przygotować, żeby była to wartość dodana. Na pewno dojdzie jeszcze jedna osoba, ale nie chciałbym tego zdradzać. Miałem okazję poznać wszystkich pozostałych młodych trenerów. Widać tam bakcyl pracy i chęć rozwoju. Skoro jest tam pasja, to po co to zmieniać?

 

Trener Smyła pochodzi ze Śląska i bardzo ceni wartości rodzinne. Z tego powodu zrezygnował z pracy w Wigrach Suwałki, które utrzymał na pierwszoligowym szczeblu. Teraz jednak zdecydował się na pracę w Koronie. - Jest takie powiedzenie, że ekstraklasie się nie odmawia. W Wigrach byłem 600 kilometrów od domu. To było błędnym kołem. Suwałki to bardzo fajne miejsce z sympatycznym prezesem. Po rozmowie w cztery oczy zrozumiał moją decyzję i nie starał się jej zmienić. W Kielcach też czuję ten przyjemny klimat, oczywiście zachowując proporcję między klasami rozgrywkowymi – mówił szkoleniowiec.

 

 

Nowy opiekun mówił też jaki styl pracy z drużyną preferuje. - U mnie nie ma wyścigu szczurów. Chcę spełnić swoje marzenia. Tym przekazem chcę sprawić, by trening dla zawodników był przyjemnością. Jeśli zawodnicy będą z zajęć schodzić z uśmiechami na twarzy, to to przełoży się na mecz. Szczęście to też połowa sukcesu. Ostatnia kolejka pierwszej ligi była wybitna. Życzę wszystkim, aby przeżyli takie emocje. Jeśli dalej te szczęście ma być pielęgnowane w nowym klubie, to czemu nie!

 

- Wchodząc do nowego klubu, trzeba od razu złapać kontakt. Teraz za bardzo nie ma czasu na trenowanie, bo w ciągu tygodnia czekają nas trzy trudne mecze. Trzeba spiąć, nie powiem co, walczyć i grać. Wtedy nie zabraknie też odrobiny szczęścia – kontynuował trener.

 

Smyła jest świadomy, że w grupach młodzieżowych Korony tkwi ogromny potencjał, dlatego chce stawiać na młodych piłkarzy. - Ja dostałem swoją szansę, to dlaczego nie zrewanżować się i dać ją komuś innemu. Mistrzostwo Polski w swojej kategorii wiekowej zobowiązuje. Kiedyś miałem przyjemność pracowania z 15-letnim Arkadiuszem Milikiem. Wiemy jaką karierę zrobił, nawet pomimo kontuzji, które go przyhamowały. Ci chłopcy musza dostawać wsparcie, nie tylko w zakresie bycia w pierwszej drużynie. To jest właśnie nasza rola trenerów. Jeżeli młodzi zawodnicy pojawią się na treningu pierwszego zespołu i będą symptomy radości, chęci gry, to na pewno będziemy to dostrzegać. Ale jeśli coś się nie uda, będą musieli zejść niżej – tłumaczy szkoleniowiec.

 

Na końcu o kulisach zatrudnienia Mirosława Smyły wypowiedział się prezes Krzysztof Zając: - Chciałem najpierw posłuchać, jaką wizję ma trener na prowadzenie nie tylko pierwszej drużyny, ale też juniorów. Mirosław Smyła nie był jedynym kandydatem. W ostatnim etapie rozmów było ich 4-5, a przysłanych CV było dużo więcej. To świadczy o tym, że trenerzy naprawdę chcieli z nami pracować. Na ostatnich decydujących rozmowach byłem razem z prezesem Markiem Paprockim, aby to nie była tylko decyzja jednej osoby. Wcześniej z trenerem Smyłą w ogóle się nie znaliśmy, mimo że obaj pochodzimy ze Śląska. Rozmawiałem o nim z wieloma osobami, również w PZPN. Po rozmowie z trenerem, z prezesem Paprockim powiedzieliśmy sobie w samochodzie jedno zdanie: „To jest nasz kandydat”. Od samego początku widziałem tę chemię, jaką potrzebuje klub. Korona potrzebuje fachowca, którym jest trener Smyła. Mimo, że jest bez doświadczenia ekstraklasowego, to wielokrotnie znajdował się już w sytuacjach kryzysowych i wykazywał się swoimi umiejętnościami – stwierdził sternik kieleckiego klubu.

Strefa sponsora

Partner strategiczny
Sponsor główny
Sponsor premium
Sponsor techniczny
Dostawca usług medycznych
Sponsorzy
Partnerzy
Patroni medialni
Zamknij
Zamknij
Zamknij

Szanowni Państwo, Nasza strona używa plików cookies w celu ułatwienia Państwu korzystania z naszego serwisu i w celach statystycznych. Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Aby dowiedzieć się o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce zapoznaj się z polityką cookies Polityka prywatności Akceptacja