Sponsor Miasto Kielce

| Briefing

Dzisiaj mieliśmy to, co kibice chcą przeżywać częściej

- Trzeba podkreślić atmosferę dzisiejszego meczu, czyli doping na stadionie. Wszyscy czuli co się dzieje na boisku, wspierali piłkarzy i udzieliło się to każdemu z fanów, co jednocześnie tworzy klimat. Dzisiaj mieliśmy to, co kibice chcą przeżywać częściej - podkreślił po zwycięskim meczu z Cracovią trener żółto-czerwonych, Mirosław Smyła.

 

Mirosław Smyła: - Śmieję się, bo piłka jest tak przewrotna, szczególnie w Ekstraklasie i sam nie wiem jak to oceniać, gdyż tydzień temu stworzyliśmy mnóstwo sytuacji, przegraliśmy mecz, a dzisiaj graliśmy w "10" przeciwko zespołowi, który pretenduje do tytułu mistrza Polski i zdobywamy piękną bramkę. Buduje nas to, że przez ponad 50 minut graliśmy w osłabieniu, a przez ostatnie 20 minut w "9" i daliśmy radę, bo każdy walczył za każdego, oddawał serducho i to jest chyba meritum tego, że dzisiaj jesteśmy zwycięzcami. Co prawda to jedno spotkanie nie zamyka walki, ale otwiera drzwi do dalszych bojów. Musimy się pozbierać, ponieważ mamy sporo kartek, mikrourazów, a już w piątek gramy na kolejnym trudnym terenie Pogoni. Trzeba podkreślić też atmosferę dzisiejszego meczu, czyli doping na stadionie. Wszyscy czuli co się dzieje na boisku, wspierali piłkarzy i udzieliło się to każdemu z fanów, co jednocześnie tworzy klimat. Dzisiaj mieliśmy to, co kibice chcą przeżywać częściej. Cała kielecka piłka nożna święci triumf, nie zepsujmy tego, pielęgnujmy to i chodźmy razem - podsumował trener żółto-czerwonych.

 

- Z nami nie jest źle, potrzeba tylko czasu i dalej musimy robić swoje. Stworzenie drużyny jest procesem, którego nie można zaburzyć. Dzisiaj zespół obronił się na boisku, ale również mentalnie, bo radziliśmy sobie grając w "10" i później "9", a odrobina szczęścia była po naszej stronie. To właśnie jest niezbędne, aby budować dalej. Poczekajmy na takie optymistycznie podsumowania, zobaczymy jak poradzimy sobie w kolejnej trudnej sytuacji, kiedy na terenie Pogoni będziemy musieli zagrać bez jednego, dwóch, a może trzech zawodników - dodał Smyła.

 

- Mamy fenomenalny sztab pod wodzą szefa fizjoterapeutów Łukasza Millera i ci ludzie, łącznie z doktorem Fickiem, postawili na nogi Ognjena Gnjatica, który był gotowy do gry również dzięki trenerowi przygotowania fizycznego Michałowi Dutkiewiczowi. Oni są często w tle, a robią świetną pracę i trzeba to docenić. Jeżeli chodzi o Mileticia, to też długo na niego czekaliśmy, bo miał operację kolana, ale później się podniósł. Pokazał, że nie jest przypadkowym zawodnikiem, wszedł w tak trudnym meczu i dał radę, udanie współpracował z Gardawskim i fajnie wyglądali zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Nie zapominałbym także o Zalazarze - był z nami i będzie, bo to jest piłkarz. Dostał dzisiaj kartkę, jest młody, bardzo chciał, ale zostawił serce i najważniejsze, że zespół wygrał. My potrzebujemy piłkarzy, a Rodrigo do takich należy. Mam nadzieję, że nie mówię na wyrost i odda to w kolejnych tygodniach - zaznaczył szkoleniowiec.

 

- Jeżeli chodzi o Gardawskiego, to zszedł przez skurcze. Fajnie się zachował, bo wiedział, że już nie pomoże, nie jest w stanie biegać i ryzykuje kontuzją, dlatego poprosił o zmianę. Pacinda zrobił podobnie w samej końcówce, kiedy wszedł za niego "Greko" i daliśmy radę - podkreślił trener.

 

 

Michał Probierz: - Nie tak wyobrażaliśmy sobie to spotkanie. Sam przebieg pokazywał, ze czeka nas bardzo agresywna potyczka, co obyło widać w ostatnim starciu Korony z Arką. Nastawiliśmy się na ciężki bój i przetrzymaliśmy momenty gry, gdy obydwa zespoły nie stworzyły sytuacji, a później mogliśmy otworzyć mecz po rzucie rożnym, jednak nie wykorzystaliśmy tej akcji. Następnie, gdy przeciwnik dostał czerwoną kartkę, wydawało się, że do przerwy uda się dociągnąć wynik, aby przed drugą połową zrobić korekty. Popełniliśmy natomiast indywidualny błąd, straciliśmy bramkę i od tego momentu wiedzieliśmy, że będziemy musieli tworzyć akcje w ataku pozycyjnym, bo Koronie będzie łatwiej grać, kiedy prowadzi. Atakowaliśmy za wolno, nie wygrywaliśmy pojedynków jeden na jeden i to było decydujące, bo nie potrafiliśmy przedostać się pod pole karne. Mieliśmy kilka sytuacji, ale to jest za mało. Później w ostatnich ośmiu minutach stworzyliśmy trzy akcje i chociaż z jednej z nich powinna paść bramka, ale zostaliśmy sprowadzeni na ziemię i to jest bolesne. Ten mecz dał mi dużo do myślenia, jeśli chodzi o pewne elementy gry - stwierdził trener.

 

- Graliśmy nerwowo od pierwszych minut, ponieważ parę razy wychodząc do ataku pozycyjnego albo zagraliśmy za mocno, albo zbyt lekko i tutaj brakowało płynnego przejścia do ofensywy. Mirkowi mogę pogratulować, że jego zespół walczył do samego końca, a my musimy ochłonąć przed ostatnim meczem w tym roku - powiedział Probierz.

Strefa sponsora

Partner strategiczny
Sponsor główny
Sponsor premium
Sponsor techniczny
Dostawca usług medycznych
Sponsorzy
Partnerzy
Patroni medialni
Zamknij
Zamknij
Zamknij

Szanowni Państwo, Nasza strona używa plików cookies w celu ułatwienia Państwu korzystania z naszego serwisu i w celach statystycznych. Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Aby dowiedzieć się o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce zapoznaj się z polityką cookies Polityka prywatności Akceptacja