Sponsor Miasto Kielce

| Wywiad

Rozmawiał Piotr Grabski

W życiu trzeba być pozytywnym

Zapraszamy na rozmowę z 21-letnim obrońcą Korony Grzegorzem Szymusikiem, w której piłkarz opowiada m.in. o swojej pierwszej pozycji na boisku, żartach w szatni oraz tym, co dały mu regularne występy na zapleczu Ekstraklasy. Miłej lektury!

Piłkarską przygodę rozpoczynałeś w Zenicie Koszewo, a później w Błękitnych Stargard. Jak wspominasz swoje pierwsze kroki w futbolu?

 

Grzegorz Szymusik: - W Zenicie grałem blisko rok jeżdżąc z zespołem na ligę orlika. Później trafiłem do Błękitnych i występowałem wiele lat, dlatego przyjęło się, że jestem ich wychowankiem. Żyłem w takich czasach, kiedy internet nie był jeszcze tak popularny, stąd mnóstwo czasu spędzałem z kolegami na podwórku, praktycznie od rana do nocy biegając za piłką. Tym wszystkim zaraził mnie tata, który sam grał, a później trenował drużynę z Koszewa.

 

Od początku występowałeś jako obrońca, czy jednak trenerzy sprawdzali Cię na innych pozycjach?

 

- Najpierw swoją przygodę zaczynałem jako bramkarz, jednak połamałem sobie cztery palce u rąk, przez co przestałem bronić i przeszedłem na środek obrony. Dopiero w drużynie Błękitnych trener Kapuściński przestawił mnie na bok defensywy i tak już zostało.

 

 

Grając w Błękitnych na trening musiałeś pokonywać blisko 10 kilometrów. Jak udało Ci się to łączyć z zajęciami w szkole?

 

- Nie raz było tak, że po przyjeździe do domu zdążyłem tylko zjeść obiad, brałem rower i pakowałem się z nim do autobusu, ponieważ po treningu nie miałem innego transportu. Czasami zdarzało się też wracać piechotą, szczególnie po niedzielnych meczach, więc musiałem sobie jakoś radzić. W wakacje wyłącznie korzystałem z roweru, a gdy były dwa treningi to w ogóle nie wracałem do domu, tylko czekałem w szatni na kolejne zajęcia.

 

Na którym z piłkarzy wzorowałeś się jako młody chłopak?

 

- Nie miałem jakiegoś jednego idola. Starałem się podpatrywać najlepszych zawodników, którzy dopiero wchodzili do seniorskiej piłki, imponowali mi np. Sergio Ramos czy David Luiz. Później, kiedy przeszedłem na prawą obronę, zacząłem podglądać Łukasza Piszczka, starając się jak najlepiej wykonywać swoją pracę, aby stawać się lepszym piłkarzem.

 

 

W 2015 roku zespół Błękitnych osiągnął świetny wynik w Pucharze Polski, awansując do półfinału, w którym odpadł dopiero po rywalizacji z Lechem Poznań. Jaka panowała wówczas atmosfera w klubie?

 

- Ja grałem wówczas w juniorach i do zespołu seniorów zostałem przesunięty tuż po tej przygodzie w Pucharze Polski. Wiąże się z tym również ciekawa historia, ponieważ o tym, że będę trenować z  "jedynką" dowiedziałem się kiedy byłem u lekarza. Wówczas przekazano mi, żebym nie planował sobie wakacji, ponieważ okres przygotowawczy spędzę z pierwszą drużyną.

 

Co do Pucharu Polski, to wówczas panowała niesamowita atmosfera. Jako juniorzy na starszych kolegów patrzyliśmy z ogromną dumą, ponieważ część chłopaków łączyła wtedy treningi z pracą. Uważam, że ten sukces osiągnęli przede wszystkim dzięki determinacji, olbrzymiej woli walki i charakterowi.

 

W połowie 2018 roku, jako 20-latek trafiłeś do Korony, z której od razu zostałeś wypożyczony na rok do pierwszoligowej Warty Poznań. W czym najbardziej pomogły Ci regularne występy na zapleczu Ekstraklasy  - nabrałeś większej pewności siebie, czy może przede wszystkim rozwinąłeś się pod względem piłkarskim?

 

 

- Człowiek rozwija się wówczas, kiedy dużo gra. Akurat było mi to dane w Warcie, chociaż potrzebowałem dwóch, trzech meczów, żeby się zaaklimatyzować w tych rozgrywkach, ponieważ przeskok z drugiej ligi na zaplecze ekstraklasy był zauważalny. Później, w każdym spotkaniu szło mi coraz lepiej, cieszyłem się z regularnej gry, do tego doszły bramki, co mnie bardzo budowało.

 

W ostatnich tygodniach sztab szkoleniowy wystawia Cię na lewej obronie. Dla Ciebie, jako prawonożnego piłkarza, stanowi to spory problem?

 

- Przyznam się, że oprócz kilku sparingów, to nigdy nie występowałem na lewej obronie. Dla mnie jest to nowa pozycja, ale na pewno nie traktuje tego jako kary, tylko uważam to za nowe doświadczenie, które będę mógł wykorzystać w przyszłości. Daje mi to większą możliwość gry, dużo uczę się odpowiedzialności, ustawiania się. Cieszę się, że koledzy mi w tym pomagają, ponieważ zdają sobie sprawę, że prawa noga jest u mnie wiodąca, dlatego robią wszystko, aby ułatwić mi pracę.

 

Do domu rodzinnego masz ponad 600 kilometrów, czy mimo to udaje Ci się często widywać z rodziną, a może Twoi bliscy zaglądają na Suzuki Arenę?

 

- Do domu staram się jeździć raz w miesiącu. Cieszy mnie przede wszystkim to, że często odwiedza mnie narzeczona. Wówczas możemy gdzieś wyjść razem, coś zwiedzić, z kolei samemu ciężko jest gdzieś się wybrać. Lubię natomiast wracać w rodzinne strony, ponieważ wówczas mogę spotkać się ze znajomymi, odpocząć. Najgorsza w tym wszystkim jest ta odległość i dojazd autem trwa ok. sześciu godzin, albo osiem lub dziewięć godzin pociągiem.

 

 

Piłkarze zgodnie podkreślają, że jesteś jedną z najbardziej pozytywnych postaci w szatni? Skąd u Ciebie zawsze tyle uśmiechu i optymizmu?

 

- W życiu trzeba być pozytywnym (śmiech). Niektórzy odbierają to z uśmiechem, innych mogę tym denerwować, natomiast taki już jestem. Trzeba być sobą, ja od zawsze do śmieszkowania jestem pierwszy i lubię wywinąć komuś kawał, choć i czasem działa to w drugą stronę. Na pewno jestem profesjonalistą, ponieważ potrafię dostosować się do sytuacji - trening jest rzeczą świętą, natomiast po nim często zdarza mi się żartować.

 

Możesz zdradzić z kim najczęściej żartujecie w szatni?

 

- Tutaj chciałbym pozdrowić Pawła Sokoła, nie wiem czy to my go tak wykończyliśmy, że przeszedł do Elany Toruń (śmiech). Największa rywalizacja jest właśnie między młodymi - zdarza nam się wywinąć plecak na drugą stronę, schować buta, albo przypiąć jakiś sprzęt kłódką. Trzeba wprowadzać w życie coś pozytywnego, aby w szatni nie panowała monotonność. Na treningu wykonujemy swoją pracę w 100 procentach, a po nim wszystko zależy wyłącznie od naszej kreatywności.

 

Czego życzysz sobie na najbliższe miesiące?

 

- Przede wszystkim zdrowia, ponieważ tego nie da się kupić, a ono jest najważniejsze. Pod względem sportowym życzyłbym sobie regularnych występów, które pozwolą mi poprawiać swoją grę, przez co będę coraz lepszym piłkarzem.

Strefa sponsora

Partner strategiczny
Sponsor główny
Sponsor premium
Sponsor techniczny
Dostawca usług medycznych
Sponsorzy
Partnerzy
Patroni medialni
Zamknij
Zamknij
Zamknij

Szanowni Państwo, w związku z rozpoczęciem obowiązywania od dnia 25 maja 2018 r. przepisów rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, tzw. RODO) uprzejmie informuję, że Korona S. A., wdrożyła i stosuje zasady przetwarzania danych osobowych wynikające z tego aktu prawnego. W związku z tym – jeżeli jest Pani/Pan osobą fizyczną i korzysta lub zamierza skorzystać ze świadczonych przez nas usług jako konsument – uprzejmie prosimy o zapoznanie się z aktualną wersją Polityki prywatności naszego portalu w zakładce "Klub". W razie jakichkolwiek wątpliwości w zakresie przetwarzania Państwa danych osobowych lub ewentualnego naruszenia Państwa prawa do prywatności prosimy o kontakt korona.sa@korona-kielce.pl. Nasza strona używa plików cookies w celu ułatwienia Państwu korzystania z naszego serwisu i w celach statystycznych. Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Aby dowiedzieć się o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce zapoznaj się z polityką cookies. Korona S. A. Polityka prywatności i cookies Akceptacja