Promo banner
Sponsor Miasto Kielce

Archiwum

Potencjał tkwił w nas cały czas

Przez prawie cały poprzedni sezon i znaczną część obecnego, Rafał Grzelak był podstawowym pomocnikiem Korony, ale dopiero po powrocie na nominalne miejsce, lewą obronę, zaczął pokazywać swoje prawdziwe oblicze. – Powtarzałem, że daję drużynie 40-50% swoich umiejętności. Potrafię grać w piłkę, tylko muszę występować na swojej pozycji – mówi zawodnik Żółto-czerwonych w dłuższej rozmowie po powrocie z zimowych urlopów.    

Po tej przerwie zimowej wracasz z takim większym głodem, lepszym nastawieniem niż w poprzednich latach?

- Myślę, że nie. Głód piłki zawsze jest taki sam. Aczkolwiek to mój drugi powrót po przerwie zimowej do drużyny, która gra w Ekstraklasie. Wiem też, że wracam jako lewy obrońca, a więc głód jest duży…

No właśnie, dlatego o to pytam. Wcześniej byłeś defensywnym pomocnikiem, teraz sytuacja się zmieniła.

- Wracam pełen nadziei. Zaznaczam jednak, że odpoczynek był bardzo ważny, tak dla mnie jak i dla całej drużyny. Runda była bardzo wyczerpująca, rozegraliśmy kilkanaście spotkań. Przerwa pod względem fizycznym i psychicznym bardzo się przydała. Wracamy pełni chęci i pazerności do treningu i ciężkiego wysiłku fizycznego.

Osobiście też jestem tu pełny nadziei. Zawsze powtarzam, że chciałbym dać jak najwięcej drużynie, ale też chciałbym w końcu ustabilizować tę swoją pozycję. Życzyłbym sobie, aby moja forma rosła. To, co zaprezentowałem pod koniec rundy, to jeszcze nie jest to. Mam świadomość, że po dobrze przepracowanym okresie przygotowawczym i z każdym kolejnym sparingiem w końcu będę miał okazję pokazać, na co mnie stać. Z korzyścią dla drużyny oczywiście.

Mówisz, że runda była wyczerpująca, ale dla ciebie chyba mogłaby się nie kończyć. Na lewej obronie rozegrałeś ostatnie sześć meczów, z czego dwa razy byłeś w jedenastce kolejki. O czymś to świadczy.

- Tak, aczkolwiek… Są eksperci, którzy to oceniają. Cieszę się, że tak to jest odbierane, ale dla mnie najważniejsze są słowa ludzi z klubu, kolegów, trenerów. To my siebie wzajemnie rozliczamy i to się liczy najbardziej. Jednak oczywiście to wielki impuls do dalszej pracy, jeśli twoje występy są zauważane. To daje kopa, by pracować jeszcze ciężej.

Jestem świadomy, na co mnie stać. I to na pewno jeszcze nie jest to.

Jak rozmawialiśmy jesienią 2015 roku, mówiłeś, że Korona interesowała się tobą już jakiś czas przed ówczesnym letnim transferem.

- Tak, dokładnie.

Czyli był wtedy jeszcze trener Tarasiewicz. Potem przyszedł trener Brosz i widział cię jako defensywnego pomocnika. Jak oceniasz tę współpracę? Z jednej strony dał ci szansę regularnej gry w Ekstraklasie, z drugiej to nie do końca było to, co chciałeś.

- To prawda. Patrząc z perspektywy czasu… Wiadomo – sama gra ci pomaga. Masz rytm meczowy, zachowania, oswajasz się z ligą, jest dużo łatwiej. Myślę, że mi samemu gra na pozycji defensywnego pomocnika też dała kilka pozytywnych rzeczy. Nauczyłem się więcej spokoju. W piłce trzeba się umieć odnaleźć na każdej pozycji, w wielu sektorach boiska. Ja jako lewy obrońca często mogę być skrzydłowym czy środkowym pomocnikiem. Grając w drugiej linii biegałem w różnych sektorach boiska.

Jeśli miałbym przełożyć kilka rzeczy ze środka pola, które wyciągnąłem na lewą obronę, to przede wszystkim spokój i przegląd sytuacji. Tak czy inaczej uważam, że więcej korzyści odniósłbym z otrzymania szansy na lewej obronie. Wtedy mógłbym zrobić dwa kroki do przodu i być w zupełnie innym miejscu. Nie chodzi o klub, a o punkt, w którym jestem jako piłkarz.

Oczywiście szanuję, że w ogóle dano mi szansę. Uważam, że na to zapracowałem, ale wiadomo… Też może nie było takiej możliwości. Mieliśmy Kamila Sylwestrzaka, kapitana i solidnego zawodnika. Nie uważam, że przegrałem z nim walkę czy konkurencję, bo nawet nie rywalizowaliśmy. Ale on dawał nam dużą jakość, więc cieszę się, że grałem jako defensywny pomocnik.

Czyli zeszły sezon to z jednej strony trampolina, a z drugiej jakiś niedosyt... W każdym razie nie możesz tego ocenić zero-jedynkowo.

- Gdybym nie dostał szansy u trenera Brosza na środku pomocy, to w tym sezonie być może w ogóle nie byłbym brany pod uwagę. Przyszedł Ken Kallaste i niewykluczone, że grałbym już w innej drużynie. Nieważne, czy na twojej nominalnej pozycji, czy nie, występy zawsze pomagają i budują.

Nie ma co narzekać, ale tak jak powiedziałeś - ocenić to zero-jedynkowo jest bardzo ciężko.

A to nie jest trochę tak, że zaczynasz zrywać z łatką ligowca-wyrobnika ze środka pola, a na lewej obronie udowadniasz, że potrafisz też pokusić się o rajdy czy ładne akcje?

- Grając w defensywie złapałem pewność siebie. To są dla mnie naturalne zachowania. Często nie zastanawiam się, tylko wiem, co mam zrobić. W bocznym sektorze nie boję się pojedynków jeden na jeden, idę do przodu, wiem, że mam dobre dośrodkowanie, że mogę zaskoczyć. To dla mnie normalne.

A z tą oceną, że jestem przeciętnym środkowym pomocnikiem: taka prawda. Cały czas powtarzałem, że grając na tej pozycji będę się starał łatać dziury w defensywie, czyli asekurować obrońców, wygrywać pojedynki, walczyć w destrukcji bądź złapać ofensywnego pomocnika rywali jeden na jeden. I to wszystko. Znając samego siebie wiedziałem i powtarzałem, że daję drużynie 40-50% swoich umiejętności.

Taka jednak była potrzeba. Zacisnąłem zęby i na przekór pracowałem bardzo ciężko, żeby właśnie pokazać, że nie jestem drwalem czy wyrobnikiem. Potrafię grać w piłkę i dać odpowiednią jakość, tylko muszę występować na swojej pozycji.

Duży udział w twoim powrocie na lewą obronę miał trener Grzesik? Z jednej strony do wystawienia cię tam w Niecieczy zobligowały kartki Kena Kallaste, ale z drugiej to jednak mógł pewnie szukać innych rozwiązań.

- Tak, zdecydowanie. Myślę, że to był przełom. Dowiedziałem się o tym w dniu meczu, a jeszcze dzień wcześniej słyszałem, że wciąż nie wiadomo, ale raczej zagram jako pomocnik. No ale wystąpiłem na obronie, dałem asystę i to był niezły mecz. Uważam też, że dzięki temu takie spojrzenie mógł mieć trener Bartoszek, że jestem przydatny na tej pozycji.

Połechtały cię słowa trenera Bartoszka, który po pierwszym sparingu z Wierną Małogoszcz powiedział jasno i wyraźnie, że jesteś dla niego lewym obrońcą?

- To mnie bardzo zbudowało. W międzyczasie miałem z nim rozmowę i też mi powiedział, że widzi mnie jako lewego obrońcę. Przedstawił mi swoją wizję i to mnie bardzo ucieszyło. Tak jak wspomniałeś, trener Grzesik na mnie tam postawił, a trener Bartoszek dał mi pewność.

Oczywiście nikt nie dał mi miejsca w składzie za darmo i mam świadomość, że na to trzeba zapracować i jeśli znajdę się w słabszej dyspozycji, to usiądę. Ale cieszy, że trener Bartoszek dał mi stabilizację i pewność siebie. Dzięki temu mogę się rozwijać jako piłkarz, także z korzyścią dla drużyny.

Trener Wilman to była trochę taka kontynuacja pracy trenera Brosza? Oczekiwałeś więcej zmian?

- Teraz można ocenić już na spokojnie. Uważam, że to była bardziej kontynuacja. Naszym pomysłem na grę była destrukcja, gra obronna i próba kontry dwoma-trzema bezpośrednimi podaniami. Tak graliśmy też za trenera Brosza,  tylko że wtedy dużo lepiej wyglądaliśmy w destrukcji jako drużyna. Nie traciliśmy tak wielu bramek. Z tego, co pamiętam, często wygrywaliśmy po 1:0. Ale przy lepszej skuteczności mogliśmy wygrywać wyżej, a czasami dopisywało nam szczęście.

Za trenera Wilmana mieliśmy taki pomysł, aby grać dużą ilością zawodników na własnej połowie i więcej się bronić. Niestety jednak nam to nie wychodziło.

Co do zmian – pamiętam kilka zamysłów na początku pracy, ale potem trenerzy od tego odeszli. Były pomysły, by grać po ziemi, kreować sytuacje. Liga jednak wszystko weryfikuje i mieliśmy w niej inny sposób na grę.

Ta zmiana stylu o 180 stopni wraz z przyjściem trenera Bartoszka przyszła wam jednak dość łatwo, naturalnie.

- Tak, dokładnie.

Zwykle mówi się, że potrzeba czasu, aby zrozumieć nowe założenia, a wy od razu wniknęliście w pomysł nowego trenera.

- I jak widać potencjał w tej drużynie był cały czas. Może to kwestia dotarcia do zespołu bądź zmiana stylu. Trener Bartoszek powiedział, że nie ma szans, abyśmy się bronili i to my mamy atakować, dominować. Tak jak zauważyłeś, czasu nie było dużo, a od razu potrafiliśmy kreować sytuacje, prowadzić mecz swoim stylem.

Raz, że zadecydowały kwestie mentalne, bo trener to człowiek konkretny, bezpośredni, potrafiący dać pewność siebie. A dwa, to dał on nam troszkę swobody, tak w kreowaniu, jak i ogólnie na boisku. To bardzo pomaga, kiedy wiesz, że możesz sobie pozwolić na inwencję, nie trzymasz się schematów. Wiesz, że musisz grać w piłkę.

Mateusz Możdżeń, który trafił do Korony latem, odchodząc kiedyś z Lecha nie ukrywał, że robi to dlatego, bo chce być pomocnikiem i irytuje go gra na prawej obronie. Wcześniej sam wspomniałeś, że trener Wilman to była trochę kontynuacja pracy trenera Brosza. Więc jak tu wracałeś pół roku temu, to nie czułeś jakiejś złości i nie miałeś chęci zmiany klubu?

- Jak trener Wilman był jeszcze asystentem u trenera Brosza, to często bardzo dużo rozmawialiśmy. I z tego wynikało, że on widziałby mnie na lewej obronie, ale jest inna potrzeba w drużynie. I latem, kiedy on obejmował drużynę, ja przyjeżdżając tu miałem nadzieję i byłem świadomy, że będę grał jako lewy obrońca. Mieliśmy jednak rozmowę już podczas pierwszego treningu i okazało się inaczej.

Ja powiedziałem, że chcę być brany pod uwagę na swojej pozycji. Wtedy jeszcze nie było transferów i zaznaczyłem, że chcę podjąć rywalizację niezależnie od tego, kto przyjdzie. Trener z kolei powiedział, że dużo daję w pomocy i ma dla mnie jeszcze ważniejszą rolę.

Czyli schowałeś ambicje do kieszeni dla dobra drużyny.

- Nie zastanawiałem się nad tym. Wtedy miałem jeszcze rok kontraktu w klubie i nie zamierzałem obrażać się jak dziecko. Jasne, mógłbym zaryzykować i poprosić o transfer, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Jestem w tej drużynie już jakiś czas, poznałem ją i cały klub. Szanuję ludzi, chcę się poświęcać.

Swoje ambicje? Wiadomo. Ale najważniejsze, żebyśmy rozwijali się jako całość. O to w tym wszystkim chodzi.

Czyli Maciej Bartoszek to może być punt zwrotny nie tylko dla Korony Kielce, ale także dla Rafała Grzelaka?

- Miejmy nadzieję. Jeśli Korona będzie odnosiła sukcesy, to przy okazji ja na pewno też. Trener to konkretna osoba i bardzo dobrze zna się na swoim fachu. Ja na tym skorzystałem i korzystam, a jestem przekonany, że jeżeli będziemy mieli spokój i przepracujemy dobrze okres przygotowawczy, a dodatkowo udanie wejdziemy w rundę, to zespół na tym skorzysta. Z pewnością celem każdego jest to, aby z rundy na rundę, z sezonu na sezon budować markę.

Wkurza mnie, że Korona jest jeszcze niedoceniania w środowisku. Wiadomo, że pewnie przez wyniki, bo zazwyczaj klub kończył sezon w dolnej części tabeli. Czasy Kolportera to co innego.

Jeszcze w sezonie 2011/12 było 5. miejsce.

- Zgadza się. Tak czy inaczej, to mnie właśnie wkurza i boli, to niedocenianie. Zadaniem wszystkich powinno być budowanie marki, aby Korona była szanowana i doceniania. Jeśli będziemy spokojnie pracować to uważam, że z trenerem Bartoszek osiągniemy to wszystko.

Czujesz się już doświadczonym piłkarzem Ekstraklasy? Przychodziłeś tu po latach w niższych ligach, a teraz jesteś podstawowym zawodnikiem i masz już pewnie na liczniku około 50 meczów w najwyższej lidze.

- Na szczęście omijają mnie kontuzje. Wiadomo, że tych występów zawsze chciałoby się mieć o 100 więcej. Obyłem się już z tą ligą. Jakieś doświadczenie boiskowe miałem już wcześniej, bo rozegrałem dużo spotkań w I lidze. Duży przeskok był na początku, bo musiałem się trochę nauczyć tej ligi. Przede wszystkim cwaniactwa, bo nie uważam, że brakowało umiejętności.

Ponadto trzeba było obyć się z mediami, całą otoczką. To spory przeskok. Ale jestem tu już półtora roku i sądzę, że mam to już za sobą. Mam doświadczenie.

A dodatkowo od tego sezonu stałeś się już naprawdę ważną postacią w zespole. Tworzysz radę drużyny. To wszystko potoczyło się dosyć szybko.

- Dosyć szybko i niespodziewanie. Nie sądziłem, że będę w radzie, ale to cieszy, że koledzy mi zaufali po raptem roku spędzonym w Koronie. Tym bardziej wiem, że muszę dawać z siebie jeszcze dużo więcej, bo po części biorę na swoje barki odpowiedzialność za drużynę. Zawsze chcę dawać z siebie jak najwięcej na boisku i poza nim. Cieszę się, że tak się stało.

To jako jeden z kapitanów możesz zapewnić kibiców, że Korona wiosną jak to Korona – nie raz zagra na nosie?

- Jestem o tym przekonany. Nie raz zaskoczymy sceptyków i ludzi, którzy spisywali nas na straty przed sezonem. Z meczu na mecz będziemy pokazywać pełnię swoich umiejętności, cieszyć kibiców i siebie samych. Nasze zadanie to wygrywanie, zawsze chcemy to robić. Dzięki temu my też jesteśmy szczęśliwi.

Mam pewność, że jeśli włożymy tyle serca, ile potrzeba, mocno się poświęcimy i przepracujemy ten okres ciężko, bez kontuzji, to bez wątpienia osiągniemy zakładane cele. Jesteśmy w stanie rozegrać większość meczów na takim poziomie jak z Lechią.

A osobiście widzisz się w Koronie także w przyszłym sezonie? Twoja umowa wygasa latem.

- Tak, ale spokojnie. Czuję się tu bardzo dobrze, rozwijam się jako zawodnik i wiadomo, że chciałbym zostać. Życie pisze jednak różne scenariusze i najpierw najważniejsze, żebyśmy złapali pierwszą ósemkę. Na tym się skupiamy.

Myślę, że na pewno będą jakieś rozmowy, ale to nie jest najważniejsze. Nie zamierzam uciekać, ale najpierw skupmy się na walce o pierwszą ósemkę. Zawsze można usiąść i rozmawiać, to nie stanowi żadnego problemu. 

Rozmawiał Marcin Długosz

Strefa sponsora

Partner strategiczny
Sponsor główny
Sponsor premium
Sponsor techniczny
Dostawca usług medycznych
Sponsorzy
Partnerzy
Patroni medialni
Zamknij
Zamknij
Zamknij

Szanowni Państwo, w związku z rozpoczęciem obowiązywania od dnia 25 maja 2018 r. przepisów rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, tzw. RODO) uprzejmie informuję, że Korona S. A., wdrożyła i stosuje zasady przetwarzania danych osobowych wynikające z tego aktu prawnego. W związku z tym – jeżeli jest Pani/Pan osobą fizyczną i korzysta lub zamierza skorzystać ze świadczonych przez nas usług jako konsument – uprzejmie prosimy o zapoznanie się z aktualną wersją Polityki prywatności naszego portalu w zakładce "Klub". W razie jakichkolwiek wątpliwości w zakresie przetwarzania Państwa danych osobowych lub ewentualnego naruszenia Państwa prawa do prywatności prosimy o kontakt korona.sa@korona-kielce.pl. Nasza strona używa plików cookies w celu ułatwienia Państwu korzystania z naszego serwisu i w celach statystycznych. Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Aby dowiedzieć się o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce zapoznaj się z polityką cookies. Korona S. A. Polityka prywatności i cookies Akceptacja