Promo banner
Sponsor Miasto Kielce

Archiwum

Zaliczyłem cztery strony Polski

Choć do dorosłej piłki wchodził w Legii Warszawa, to jego prawdziwa droga do Ekstraklasy wiodła przez niższe ligi. A tam działo się wiele – od biedy i otrzymywania jedzenia od kibiców, po seryjne strzelanie goli i pięcie się po kolejnych szczeblach. Zimą trafił do Korony i nie zamierza się poddawać, choć na razie nie odgrywa w zespole głównej roli. W dłuższej rozmowie poznajcie lepiej napastnika Żółto-czerwonych, Macieja Górskiego!  

Brakowało dużo czy mało, żebyśmy tu w ogóle nie rozmawiali? Ponoć kilka lat temu miałeś poważny zamysł, by kompletnie zrezygnować z piłki.

- Byłem w Legii, potem moje losy potoczyły się dość zawile. Moja droga do Ekstraklasy wiodła przez niższe ligi, a tam – wiadomo – nie jest zbyt profesjonalnie. Pojawiały się takie różne myśli w stylu: „Co to będzie”. Na szczęście wtedy na nic takiego się nie zdecydowałem, a tylko przycisnąłem i teraz mogę walczyć o miejsce w składzie zespołu z Ekstraklasy.

Jak tak na to patrzysz z perspektywy czasu, to możesz powiedzieć młodym zawodnikom, którzy też borykają się z podobnymi zmartwieniami, by mimo wszystko walczyli o swoje?

- Oczywiście, że tak. Sport ogólnie jest taki, że jeden moment, jedna akcja wystarczy, by zupełnie odwrócić niekorzystną passę. Widzieliśmy już mnóstwo upadków i tyle samo wzlotów, nie tylko jeśli chodzi o piłkę nożną. Więc na pewno – jeśli młodzi zawodnicy mają takie chwile zwątpienia, to zupełnie odradzam podejmowania pochopnych decyzji. Na to, gdzie każdy z nas się teraz znajduje, pracował nie od roku, a od wieku 10-11 lat. Szkoda zaprzepaszczać to emocjonalnymi decyzjami. Trzeba patrzeć, co przyniesie życie.

Wchodziłeś w dorosłą piłkę w Legii, ale szybko zacząłeś trafiać na wypożyczenia. To dobra decyzja, czy jednak trzeba było trzymać się Warszawy?

- Miałem taką sytuację z Michałem Kucharczykiem, że obaj byliśmy do wypożyczenia. On się na to nie zdecydował, a ja tak. Legia wcześniej wypożyczała na przykład Jakuba Koseckiego. Z perspektywy czasu wiem, że to był błąd. Trafiłem do klubu, który upadł, a warunki były trzecioligowe, a nie pierwszoligowe.

Mowa o GKP Gorzów Wielkopolski.

- Tak. Profesjonalizm uciekł, a pół roku w piłce to przepaść. Zgubiłem trochę czasu. Trzeba było zostać i szukać szczęścia w Legii, skoro nikt mnie nie wyganiał.

Pobyt w Gorzowie był dla ciebie solidną szkołą życia?

- Jasne, z tym wiąże się mnóstwo historii. Pomagali nam nawet kibice, żeby przetrwać i dotrwać do końca sezonu. Duża szkoła życia, ale z takich miejsc pamięta się znakomitą atmosferę. Zawodnicy są ze sobą bliżej niż w klubach, gdzie wszystko mają podstawione pod nos. Patrząc po czasie, to ciekawa lekcja.

Była jakaś sytuacja, którą teraz możesz wspominać z szerszym uśmiechem?

- My cały czas groziliśmy, że nie wyjdziemy na mecz, bo zaległości sięgały nawet siedmiu miesięcy. Część zawodników miała już tak trudną sytuację, że nie była w stanie nawet opłacić mieszkania. Kiedy już postanowiliśmy, że to zrobimy, dowiedzieli się o tym kibice. Wtedy zorganizowali nam jedzenie: bułki, jogurty… To było pamiętne, choć z głodu nie przymieraliśmy. Wiadomo jednak, że jeden miał lepszą, a drugi gorszą sytuację. Kibice poprzynosili nam to w jakichś pudełkach, żebyśmy tylko zagrali ten mecz. Także pełna groteska.

Pomagałeś wtedy kolegom, żeby przetrwali jakoś te czasy?

- Wtedy sam byłem młodym zawodnikiem, ale nie było problemu, żeby na przykład za kogoś zapłacić przy wspólnym obiedzie. Taka pełna bieda w sumie buduje atmosferę. Wiadomo, że ogólnie nie wspominam tego miło, ale nie było problemu z niesieniem pomocy. Kto jej potrzebował, to otrzymał.

Potem trafiłeś do Arki, do Sandecji, ciągle byłeś rezerwowym. Pojawiały się te myśli, że nie możesz postawić decydującego kroku?

- Wiadomo, że każdemu zawodnikowi od siedzenia na ławce umyka pewność siebie. Wszyscy wolą grać. Ale futbol jest tak skonstruowany, że zmiennicy też muszą być. Zespół to nie tylko jedenastu zawodników. O to chodzi w sporcie – żeby jeszcze przycisnąć, jeszcze kolejny raz pójść do przodu i się nie poddać. Sytuacja może się zmienić.

Takim przełomem dla mnie było trafienie do II ligi. Potem otrzymałem wiele ofert z pierwszej. Potwierdziłem, że mogę zdobywać bramki. Sporo przyszło także propozycji z Ekstraklasy. Teraz też nie zamierzam składać broni. Ilijan bardzo dobrze się prezentuje, ale trzeba mieć na uwadze, że zdarzają się na przykład kartki. Nie trzeba się poddawać, tylko być gotowym do wykorzystania szansy, kiedy się taka nadarzy.

Ta II liga, o której wspomniałeś, to udany rok w Zniczu Pruszków. Masz tam jakąś osobę, której zawdzięczasz coś szczególnie?

- Był tam trener Banasik, który teraz prowadzi Zagłębie Sosnowiec. On najpierw bardzo mnie chciał w młodej Legii, gdzie u niego grałem i strzelałem bramki. Potem zadebiutowałem w pierwszej drużynie. Jego osoba była przełomowa. Pokazał mi, że potrafię strzelać.

Po Pruszkowie, zanim trafiłeś do Chrobrego Głogłów, pojawił się temat Korony Kielce.

- Dostałem telefon od dyrektora Bilskiego, żeby przyjechać na testy. W Koronie była wtedy o tyle dziwna sytuacja, że brakowało trenera. Jeden dzień pracowaliśmy dwa razy bez trenera, a na następny dzień graliśmy z Termalicą i on już się pojawił. Nie przekonałem go do siebie. Na pewno byłem anonimowy jako drugoligowy zawodnik, a trener miał inne pomysły. W pełni to rozumiałem.

To była dla ciebie bardzo przykra chwila, że byłeś już o krok od tej Ekstraklasy, a tu nie wypaliło?

- Podchodziłem do tego na spokojnie. Łukasz Sekulski zbombardował II ligę i trafił do Ekstraklasy, ja strzeliłem trochę mniej niż on w tym samym sezonie. Chciałem się sprawdzić i wiedziałem też, że mam bardzo dużo propozycji z I ligi. Także miałem świadomość, że jakiś progres i tak zaliczę, a o Ekstraklasę było trudniej.

Z perspektywy czasu wybranie Chrobrego Głogów okazało się strzałem w dziesiątkę.

- Tak, graliśmy tam naprawdę fajną, ofensywną piłkę. Trener Chrobrego jest tam od lat i zna to środowisko od podszewki. Wiedział też, jakim typem napastnika jestem. Lubię szukać gry w „szesnastce”, wsadzać głowę, nogę. On o tym wiedział i fajnie się wszystko zazębiało.

Latem zeszłego roku, kiedy otrzymałeś propozycję z Jagiellonii Białystok, zastanawiałeś się dwa razy?

- Powiem szczerze, że trener Probierz używał takich argumentów, które bardzo skutecznie wpłynęły na moją decyzję. Pojawiały się też oferty z innych klubów, ale on jasno powiedział, że widzi mnie w swoim zespole. Już nie będę cytował naszych rozmów. Jagiellonia potrafi łowić w niższych ligach. Trener Probierz umie użyć argumentów w rozmowach.

Wiemy, jaki to jest szkoleniowiec – bardzo charyzmatyczny. Cieszyłeś się z tego, czy jednak obawiałeś, że jeśli noga się podwinie…

- Na pewno nie ma u niego czegoś takiego jak półśrodek. Albo pójdziesz mocno w górę, albo trener Probierz cię zgniecie. Miałem kilku kolegów, którzy u niego grali i każdy mówił, żeby spróbować. Sam też chciałem zobaczyć, jak wygląda jego warsztat, bo dużo się o nim mówi i czyta. Mimo wszystko nie żałuję tego kroku, bo mogłem zobaczyć, jak to rzeczywiście wygląda od środka. Trener Probierz jest jednym z najlepszych polskich szkoleniowców.

Po waszym meczu w Białymstoku powiedział, że gratuluje dubletu Lechowi.

- To są takie jego kontrowersyjne wypowiedzi, z których słynie. Na tyle, na ile go znam, to psychologiczna gra, żeby zdjąć presję z zawodników Jagiellonii. Nie oszukujmy się, oni co roku nie biją się o mistrza. Lepiej trzymać się gdzieś z tyłu niż być na świeczniku i nakładać na siebie presję. Trener Probierz jest sprytny i w taki właśnie sprytny sposób to rozgrywa. Chce mieć szansę walki o mistrzostwo do końca.

No to jak – czujesz się zgnieciony po półroczu w Białymstoku czy wręcz przeciwnie?

- Na pewno trener Probierz otworzył mi oczy na wiele spraw. On zwraca uwagę na detale, w zespole panuje dyscyplina. Nawet jeśli się nie gra dużo, to sporo można wyciągnąć treningami. Błyskawicznie wychwytuje wszelkie mankamenty. Wiadomo, że zbytnio tam nie grałem, więc czułem się trochę zgnieciony. Ale z drugiej strony popatrzmy, jakie wyniki wykręcali ofensywni zawodnicy. Nie mogę użyć argumentu, że mi się to po prostu należało, a nie grałem z powodu jakichś indywidualnych pobudek. Drużynie zwyczajnie bardzo dobrze szło, skończyliśmy jesień na pierwszym miejscu w tabeli. Tak to wyglądało.

Zimą chciałeś odejść bardziej z własnej woli, czy była sugestia ze strony sztabu?

- Nie było żadnej rozmowy ani nie zostałem wystawiony na listę transferową. Chciałem jednak coś zmienić mając świadomość, że moja sytuacja bardzo mocno się skomplikowała. Zwłaszcza po meczu z Ruchem, gdzie zrobiłem karnego. Zacząłem dostawać różne telefony i to uzmysłowiło mi, że warto może spróbować gdzie indziej.

Dodatkowo Jagiellonia chciała ściągnąć nowego napastnika, więc miałem świadomość, że tego miejsca może być jeszcze mniej. Nawet pomimo tego, że nie grałem zbyt często. I dlatego podjąłem taką decyzję.

Trafiłeś więc do Kielc. Powiedziałeś, że dobrze się czujesz jako typowy snajper, a u trenera Bartoszka jednak mocno uwydatnia się wymienność pozycji w ataku.

- Każdy trener ma swoją filozofię. To, co mówisz, też jest zauważalne. Ale fajnie jest się dostosować i uczyć, żeby dobrze funkcjonować w zespole. Uważam, że od tego trenera można dużo wyciągnąć. A co do samej Korony, to gdziekolwiek się nie było w Polsce, to słyszało się o tym, jak świetna atmosfera tu panuje. I po przyjściu od razu to się rzuciło w oczy. W tej szatni rzeczywiście chce się przebywać i myślę, że to cementuje cały zespół. Te zwycięstwa u siebie to nie jest przypadek, z czegoś to się bierze. Myślę, że duży wpływ na to ma właśnie ta atmosfera. Miałem okazję przebywać w wielu szatniach, ale nigdzie nie wyglądało to tak, jak w Kielcach.

To w takim razie jaka jest różnica między tą Koroną w Kielcach a tą na wyjazdach? Bo to jakby dwie zupełnie inne drużyny…

- Problem leży bardziej w głowie niż w umiejętnościach. Trener nam zawsze mówi, że u siebie czujemy się jak lwy, mamy dużo większą pewność siebie. A w ogóle tego nie umiemy przełożyć na wyjazdy. Trener próbuje dotrzeć do naszych głów, bo to nie leży w umiejętnościach. Skoro u siebie możemy demolować rywali, to jesteśmy też to w stanie zrobić na wyjeździe. Potrzebujemy tylko takiego przełamania. Po dwudziestu minutach w Białymstoku liczyłem, że tym razem zapunktujemy, ale potem się posypało. Problem to mentalność, potrzebujemy jednego zwycięstwa na wyjeździe. Pokażemy sobie, że możemy to zrobić. A teraz jesteśmy dwoma różnymi zespołami – Korona u siebie jest zupełnie inna niż na wyjeździe.

Do zakończenia rundy zasadniczej zostało 5 meczów, a więc do zdobycia jest 15 punktów. Myślisz, że 9 „oczek”, które możecie zdobyć meczami u siebie, wystarczy do grupy mistrzowskiej?

- Trener nakreślił nam właśnie taki plan minimum. To powinno wystarczyć, by zakwalifikować się do górnej ósemki. Trzeba zrobić wszystko, by osiągnąć ten cel. Przed nami jeszcze ciężkie mecze na wyjeździe, ale liczę też w końcu na jakieś zwycięstwo. A dodając regularne punktowanie u siebie, na pewno mamy duże szanse na ten awans.

Na razie w wyjściowym składzie gra Ilijan Micanski, a ty jesteś wypożyczony do Korony z Jagiellonii na rok. Co by się nie działo latem, chcesz zostać w Kielcach także na rundę jesienną przyszłego sezonu?

- Tak, oczywiście. Teraz gra Ilijan i obiektywnie uważam, że spisuje się bardzo dobrze. Ale wiadomo – trzeba czekać i naciskać. Miejsc jest tylko jedenaście, a w ataku – jedno. Nie podpalam się ani nie podejmuję żadnych nerwowych ruchów. Na spokojnie, cierpliwie, tylko tak można odmienić sytuację.

Bo generalnie przeprowadzki jakoś ci chyba nie przeszkadzają. Gdynia, Nowy Sącz, Warszawa, Głogów, Białystok, każdy koniec Polski…

- No właśnie, śmieję się, że już właściwie cztery strony Polski zaliczyłem.

To jeszcze Rzeszów.

- Oby nie (śmiech)! Bo tam jest niska liga. Przystosowanie do nowego miejsca nie jest łatwe, ale wszystko ma swoje plusy i minusy. Można poznać każdy region Polski. Tak jak jednak mówię, w lato nie chciałbym się nigdzie wybierać.

A takich marzeń, jakie ma każdy polski piłkarz o wyjeździe do ligi zachodniej, jeszcze nie porzuciłeś?

- Wszystko jest możliwe. Teraz mówiąc takie zdanie naraziłbym się na śmieszność, ale w piłce wszystko zmienia się diametralnie, w pół roku. Potrzeba tej cierpliwości i pracy nad sobą. Każdy ma jakieś marzenia. Jakby po cichu zapytać w szatni zawodników w każdym wieku, to pewnie wszyscy chcieliby zagrać w lepszej lidze. Myślę, że to zdrowe podejście, by marzyć.

Rozmawiał Marcin Długosz

Strefa sponsora

Partner strategiczny
Sponsor główny
Sponsor premium
Sponsor techniczny
Dostawca usług medycznych
Sponsorzy
Partnerzy
Patroni medialni
Zamknij
Zamknij
Zamknij

Szanowni Państwo, w związku z rozpoczęciem obowiązywania od dnia 25 maja 2018 r. przepisów rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, tzw. RODO) uprzejmie informuję, że Korona S. A., wdrożyła i stosuje zasady przetwarzania danych osobowych wynikające z tego aktu prawnego. W związku z tym – jeżeli jest Pani/Pan osobą fizyczną i korzysta lub zamierza skorzystać ze świadczonych przez nas usług jako konsument – uprzejmie prosimy o zapoznanie się z aktualną wersją Polityki prywatności naszego portalu w zakładce "Klub". W razie jakichkolwiek wątpliwości w zakresie przetwarzania Państwa danych osobowych lub ewentualnego naruszenia Państwa prawa do prywatności prosimy o kontakt korona.sa@korona-kielce.pl. Nasza strona używa plików cookies w celu ułatwienia Państwu korzystania z naszego serwisu i w celach statystycznych. Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Aby dowiedzieć się o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce zapoznaj się z polityką cookies. Korona S. A. Polityka prywatności i cookies Akceptacja