Sponsor Miasto Kielce

Archiwum

To są niekontrolowane emocje

Prowadził już kilka zespołów na szczeblu centralnym w roli pierwszego szkoleniowca – ostatnio pierwszoligową Miedź Legnica i drugoligową Kotwicę Kołobrzeg. Z kieleckimi akcentami spotykał się już w przeszłości, m.in. współpracując z trenerem Leszkiem Ojrzyńskim. Od początku 2017 roku stanowi część sztabu Macieja Bartoszka i maksymalnie angażuje się w swoje zajęcia w Koronie Kielce. – Dla mnie praca przy piłce to misja – mówi drugi trener Żółto-czerwonych, Piotr Tworek.  

Emocje już opadły po tym meczu z Termalicą i awansie do grupy mistrzowskiej?

- No na pewno, nie można porównywać tych dwóch meczów z Termalicą i Lechem. Zawsze się walczy o trzy punkty, ale emocjonalnie podchodziliśmy do tych spotkań inaczej. Pierwsze z nich wywołało w całym sztabie i piłkarzach z dwieście uderzeń tętna na minutę. Z Lechem Poznań zagraliśmy już trochę na większym piłkarskim „luzie”. Presja na pewno była inna niż tydzień wcześniej.

Uważa się pan za emocjonalnego człowieka? Kibice z uśmiechem oglądają wideo, na którym z radości po awansie do grupy mistrzowskiej nie kryje pan wzruszenia.

- To są niekontrolowane emocje. Czasami się nad nimi nie panuje, ale to świadczy – nie tylko w moim przypadku, ale i wielu piłkarzy – że podchodzimy do swojej pracy maksymalnie przygotowani i wkładamy w nią całe serce. Tu nie ma udawanych emocji, tylko rzeczy, które wychodzą na zewnątrz czasami w sposób niekontrolowany. Jesteśmy strasznie „zajarani” tą pracą i chcemy tu w Kielcach i z tą drużyną dać kibicom wiele radości. Te emocje nie udzielają się tylko nam, ale myślę, że i wszystkim ludziom przychodzącym na mecze.

W te kilka chwil po ostatnim gwizdku, zanim dowiedzieliście się, że jednak mamy awans, stanęła wam przed oczami cała praca i wszystko, o co się staraliście tak mocno przez wiele miesięcy?

- Ja pamiętam pierwszy nasz wywiad po moim przyjściu do Kielc, na zaśnieżonym boisku ze sztuczną nawierzchnią. Padło pytanie o cel i przypominam sobie, że już wtedy z moich ust padła odpowiedź, że chcemy zrobić wszystko, by znaleźć się w pierwszej ósemce. Temu była podporządkowana praca całego sztabu i piłkarzy. Trener Maciek, po każdym wygranym meczu , odejmował w szatni kolejne punkty od tej puli, która miała nam dać awans do grupy mistrzowskiej. Z każdym kolejnym spotkaniem, kiedy ilość tych punktów była coraz mniejsza, nas to jeszcze dopingowało do dalszej pracy. Ten ostatni gwizdek, kiedy myśleliśmy, że nie udało nam się zrealizować celu, wywołał w nas po pierwsze złość, a po drugie ogromny żal. Zdawaliśmy sobie sprawę, ile pracy wykonaliśmy na obu obozach i w mikrocyklach treningowych. Jeden mecz mógł położyć nasze marzenia, a decydować miała cała runda. Nie można powiedzieć, że praca poszła na marne, ale bardzo chcieliśmy być w tej ósemce. Więc dlatego ta informacja o awansie wywołała eksplozję radości tak w naszym zespole, jak i na trybunach.

Umiejętności w drużynie są duże, to widać w treningach i meczach. Gramy momentami bardzo dobrą piłkę na wysokim poziomie, na jeden kontakt. Wcześniej tego nie było widać. To powoduje, że teraz chcemy wydobyć te wszystkie najlepsze rzeczy z zespołu i pokazać się z jak najlepszej strony.

Jaka jest historia pana znajomości z trenerem Maciejem Bartoszkiem?

- My z Maćkiem znamy się bardzo długo. pierwsze kroki w piłce seniorskiej ja  stawiałem  jako trener-asystent w Kujawiaku Włocławek, a Maciek w Zdroju  Ciechocinek - dobre 15 lat temu. Z racji tego, że nasze miasta dzieliły niewielkie odległości, to  spotykaliśmy się i rozmawialiśmy na temat  wszelkich nowinek, które poznawaliśmy na różnych konferencjach i stażach.

Później nasze drogie spotykały się już jako pierwszych trenerów. Graliśmy wiele sparingów oraz rywalizowaliśmy  o punkty całkiem niedawno jako trenerzy Legionovii i Kotwicy Kołobrzeg.    Znamy się więc od dłuższego czasu i to konstruktywna znajomość, bo nie tylko taka kolegów, znajomych, ale też trenerów dzielących się doświadczeniem.

Łatwo panu zmieniać role? Sezon 13/14 spędzony jako pierwszy szkoleniowiec Miedzi Legnica, potem asystent Leszka Ojrzyńskiego w Podbeskidziu, samodzielna praca w Kotwicy i znowu funkcja drugiego trenera.

- Ja nigdy nie miałem z tym kłopotu i nie będę miał. To praca przy piłce. Nie kategoryzuję działania w tej dyscyplinie jako bycie tylko i wyłącznie pierwszym trenerem. Jeżeli jest możliwość  pracy w sztabie, a w szczególności w Ekstraklasie, to nie wolno rezygnować z tej funkcji. Moim marzeniem zawsze było  pracować w Ekstraklasie.

Pamiętam, że byłem kiedyś na meczu Lecha Poznań jako trener prowadzący bodajże Zawiszę w II lidze. To było spotkanie z Polonią Warszawa. Przez głowę przemknęła myśl, że fajnie by było siedzieć na ławce jako trener lub członek sztabu szkoleniowego w Ekstraklasie. Wtedy te zespoły prowadzili zdaje się Jacek Zieliński i Jose Bakero. Za jakiś czas okazało się, że to marzenie się spełnia. Trzeba tylko w to wierzyć i dążyć do realizacji marzeń.

Dla mnie praca przy piłce to misja – bycie w danym miejscu, w danym czasie. Losy układają się tak, że chyba ktoś odgórnie steruje tymi krętymi ścieżkami. W danej chwili jestem potrzebny tutaj jako członek sztabu szkoleniowego i muszę dawać wszystko, aby z pracy mojej i całego zespołu wszyscy byli zadowoleni

Dwa lata temu współpracował pan z trenerem Ojrzyńskim, a jeszcze zeszłej jesieni prowadził w Kotwicy młodych zawodników Korony – Huberta Laskowskiego, Maćka Załęckiego czy Piotra Paprockiego. Pytał pan któregoś z nich o jakąś opinię przed przeprowadzką do Kielc?

- Na pewno tę magię Kielc poznałem wcześniej.  W Podbeskidziu Leszek Ojrzyński i Grzesiu Opaliński zawsze  ciepło  wypowiadali się o Koronie. O tym, co działo się w szatni, na meczach czy o bandzie świrów, która jest znana w całej Polsce. Myślę, że wtedy każdy podświadomie dążył do tego, żeby stworzyć taką pakę w Bielsku. Może nieidentyczną, jak wtedy w Koronie, bo to był inny zespół – Paweł Golański, Maciek Korzym, Kamil Kuzera, który teraz jest w sztabie, czy wielu innych, fajnych piłkarzy. Też Pavol Stano, Artur Lenartowski, Tomek Lisowski, Zbyszek Małkowski… Z wieloma z tych Koroniarzy miałem przyjemność już pracować i to byli fajni chłopcy. Nie dziwiłem się więc, że tworzyli taką atmosferę.

Natomiast ten młody narybek Korony, który był w Kołobrzegu, też starał się wywiązywać ze swoich obowiązków jak najlepiej. Fantastycznie bronił Wojtek Małecki, który również był w Koronie. Oczywiście pojawiały się zapytania, rozmowy – to zawsze ułatwia wejście do nowego miejsca i pomaga. Wielu chłopaków, którzy kiedyś tu byli, gdy dowiedzieli się, że jestem w Koronie, gratulowali i życzyli samych sukcesów.

Teraz jesteście już w tej upragnionej grupie mistrzowskiej. I co dalej – bardziej wprowadzanie młodych chłopaków, jak Piotra Pońskiego czy Eryka Borczyńskiego, czy jednak pogoń za wynikiem?

- Tu już jest ogromna rola Maćka, pierwszego trenera. On na pewno będzie się starał upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, nie zapominając o tym, że to grupa mistrzowska i nie wolno już się zachłysnąć tym pierwszym etapem. Każdy pewnie myśli, że jak jesteśmy już pewni utrzymania, to możemy mieć wcześniejsze wakacje. Nie! My mamy  w zespole głodnych sukcesu zawodników i pracujemy cały czas na swoją przyszłość i swoje nazwiska. Mówię też z perspektywy trenerów. Mamy fantastyczny sztab szkoleniowy, zgrany, zintegrowany i doświadczony na wielu płaszczyznach. W grupie mistrzowskiej chcemy namieszać, bo jesteśmy głodni zwycięstw. Widać to w rozmowach i zachowaniu zawodników na meczach. To spotkanie w Poznaniu pokazało, że nikt z nas nawet nie pomyślał, że gramy o przysłowiową pietruszkę. Każdy dawał z siebie nawet więcej niż w rundzie zasadniczej. Sama gra w grupie mistrzowskiej wywołuje   przyjemne odczucia. To też ogromna szansa dla zawodników, którzy znajdują się w szerokiej kadrze jako młodzi chłopcy i dopiero  poznają grę seniorską. Mowa tu chociażby o wspomnianych Piotrku czy Eryku. Oczywiście wszystko musi się dziać stopniowo, ale to już należy do gestii trenera Maćka. On wie, jak to zrobić, żeby nie osłabić dążenia do podstawowego celu, jakim jest wygrywanie meczów, a jednocześnie aby ci młodzi zawodnicy poznawali już arkana piłki na najwyższym poziomie. My mamy swoje założenia, chcemy ugrać jak najwięcej punktów.

Zgodzi się pan z opinią trenera Bartoszka sprzed meczu z Lechem, że to 5. miejsce stanowi zdecydowanie realny cel?

- Jeżeli jest się ambitnym, a do takich zaliczamy się wraz z piłkarzami, to cel w postaci wysokiego miejsca jest do osiągnięcia… Znamy swoją siłę, swoją wartość, a do 5. miejsca dzieli nas tylko kilka punktów.  Możemy dać dużo radości kibicom, ale musimy wygrywać mecze. Najbliższa okazja już w piątek w meczu z Jagiellonią.

A o nowym sezonie myśli pan już ochoczo i z radością?

- Nie! Nasze życie trenerskie, nasza praca jest uwarunkowana mikrocyklami. My czasami zapominamy jaki jest dzień, bo dla nas wyznacznikiem tygodnia  nie jest niedziela – poniedziałek, tylko mecz – mecz. Żyjemy od spotkania do spotkania i najważniejsze jest to najbliższe. A teraz to miano ma starcie z Jagiellonią Białystok.

Rozmawiał Marcin Długosz

Strefa sponsora

Właściciel
Sponsor główny
Sponsor premium
Sponsor techniczny
Sponsorzy
Partnerzy
Patroni medialni
Zamknij
Zamknij
Zamknij

Szanowni Państwo, w związku z rozpoczęciem obowiązywania od dnia 25 maja 2018 r. przepisów rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, tzw. RODO) uprzejmie informuję, że Korona S. A., wdrożyła i stosuje zasady przetwarzania danych osobowych wynikające z tego aktu prawnego. W związku z tym – jeżeli jest Pani/Pan osobą fizyczną i korzysta lub zamierza skorzystać ze świadczonych przez nas usług jako konsument – uprzejmie prosimy o zapoznanie się z aktualną wersją Polityki prywatności naszego portalu w zakładce "Klub". W razie jakichkolwiek wątpliwości w zakresie przetwarzania Państwa danych osobowych lub ewentualnego naruszenia Państwa prawa do prywatności prosimy o kontakt korona.sa@korona-kielce.pl. Nasza strona używa plików cookies w celu ułatwienia Państwu korzystania z naszego serwisu i w celach statystycznych. Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Aby dowiedzieć się o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce zapoznaj się z polityką cookies. Korona S. A. Polityka prywatności i cookies Akceptacja